Na przykład dla liczącego nieco ponad 6 milionów mieszkańców Salwadoru, z którego do Stanów Zjednoczonych wyjechały za pracą - głównie w ucieczce przed wojną domową - 3 miliony ludzi, urzeczywistnienie antyimigracyjnych haseł wyborczych Trumpa oznaczałoby krach gospodarczy.

 

Dwie trzecie spośród salwadorskich imigrantów przebywa tam nielegalnie, a 16,4 proc. salwadorskiego PKB pochodzi z transferu zarobków tych Salwadorczyków.

 

Z 8,3 miliona obywateli Hondurasu 1,2 miliona pracuje legalnie bądź nielegalnie w USA, po odliczeniu 20 000 osób, które deportowano ze Stanów Zjednoczony od początku tego roku.

 

Zagrożony byt 0,8 mln Gwatemalczyków

 

Dla niewiele bogatszej od Hondurasu Gwatemali spełnienie zapowiedzianych przez Trumpa masowych deportacji nielegalnych imigrantów miałoby wymiar katastrofy. Według oficjalnych gwatemalskich statystyk 2 miliony obywateli tego kraju mają stałe bądź dorywcze zatrudnienie w USA, z czego 800 000 pracuje nielegalnie.

 

Transfery ich zarobków do ojczyzny, która nie radzi sobie z gangami słynnych zabójców "maras", handlem narkotykami i korupcją sięgającą najwyższych stanowisk w państwie, to 10 proc. gwatemalskiego PKB: ponad 5 miliardów dolarów rocznie.

 

Znaczna część tej nielegalnej emigracji ekonomicznej do Stanów Zjednoczonych to nieletni. Często są to głodne dzieci poniżej dziesiątego roku życia przekradające się nocami przez granice. W tym roku nie było tygodnia, by miejscowe media nie donosiły z Ameryki Środkowej o tej rozpaczliwej emigracji.

 

Mur i deportacja milionów osób

 

Trump obiecał w toku kampanii amerykańskim wyborcom, że deportuje ze Stanów Zjednoczonych miliony "nielegalnych" i zbuduje na koszt Meksyku mur wzdłuż wspólnej granicy liczącej 3 200 kilometrów.

 

W odpowiedzi rząd meksykański ostrzegł ustami szefowej swego MSZ Claudii Ruiz Massieu, że nie zamierza partycypować w kosztach ewentualnej budowy muru na granicy ze Stanami Zjednoczonymi.

 

Korespondent hiszpańskiej agencji EFE w Meksyku zacytował wypowiedzi kierowników meksykańskich schronisk dla migrantów na granicy z USA - w Ciudad Juarez i w stanie Tamaulipas. Są oni głęboko zaniepokojeni zapowiedziami Donalda Trumpa, który sprawił wrażenie, że będzie bardziej radykalny od swego poprzednika.

 

Dziennikarz skomentował: "Nie należy jednak zapominać rezultatów osiągniętych przez administrację Baracka Obamy, która deportowała więcej nielegalnych imigrantów niż jakakolwiek poprzednia".

 

PAP