Jedna z największych katastrof, z którymi musiała zmierzyć się Ziemia, nastąpiła 66 mln lat temu. Masywna planetoida uderzyła wówczas w naszą planetę tworząc 180-kilometrowy krater na obszarze dzisiejszej Zatoki Meksykańskiej. Wymarło wtedy ponad 75 proc. wszystkich gatunków roślin i zwierząt.

 

Potężna kolizja kosmiczna miała też miejsce ponad 100 lat temu i przeszła do historii jako katastrofa tunguska. W 1908 roku superbolid wszedł w ziemską atmosferę na północ od jeziora Bajkał na Syberii, powalając drzewa tajgi w promieniu 40 km. Z kolei w lutym 2013 roku na Syberii meteor o średnicy 17 metrów i masie 10 tys. ton wszedł w atmosferę ziemską z prędkością 64 tys. km/h w okolicy Czelabińska i rozpadł się około 30 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Uszkodzonych zostało wtedy około 7,5 tys. budynków, a ponad 1,5 tys. osób odniosło rany.

 

Śmiertelne zagrożenie

 

"Naukowcy szacują, że kolizje Ziemi z obiektami wielkości kilkudziesięciu metrów zdarzają się raz na 100 lat. Na katastrofę porównywalną do tej, która doprowadziła do wyginięcia dinozaurów, statystycznie przyjdzie nam poczekać jeszcze dłużej - miliony lat. Nie miejmy jednak złudzeń, meteoroidy z pewnością nie będą trzymały się naszych harmonogramów i modeli statystycznych" - zaznacza w przesłanym PAP komunikacie prezes Creotech Instruments S.A. dr Grzegorz Brona.

 

Dlatego naukowcy pracują nad różnymi systemami, które mogłyby uchronić naszą planetę przed zagrożeniami z kosmosu. Jeden z nich to Space Situational Awareness (SSA) prowadzony przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Polega na nadzorowaniu przestrzeni kosmicznej i śledzeniu obiektów kosmicznych. W tych zadaniach ma pomóc naziemny teleskop NEOSTEL, który pozwoli wykrywać najróżniejsze zagrażające Ziemi obiekty.

 

Sercem teleskopu będą superczułe kamery CCD (ang. Charge Coupled Device) wykorzystywane do obserwacji astronomicznych. Za opracowanie i wyprodukowanie kamer odpowiada polska firma Creotech Instruments S.A. W październiku pierwsza z kamer zarejestrowała swój pierwszy obraz. Na razie w laboratorium i jeszcze bez specjalnego systemu soczewek. "Właśnie rusza produkcja pierwszych sztuk kamer, w które będzie w 2017 roku wyposażony pierwszy z teleskopów docelowych" - wyjaśnia Brona.

 

Teleskop jak mucha

 

Jeden teleskop - niczym oko np. muchy - może mieć kilka tego rodzaju kamer, by rejestrować jak najszerszy obraz. "Zgodnie z założeniami ESA w 2018 roku powstanie kolejnych 20 kamer. Co więcej, w 2019 r. może ruszyć projekt, w ramach którego na naszym globie powstanie około 30 teleskopów tego typu, wyposażonych w ponad 200 polskich kamer. Taki system wykryje zawczasu kosmiczne zagrożenia dla Ziemi oraz kosmiczne śmieci, które mogłyby zagrozić kosmonautom obecnym na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej" - informuje w przesłanym komunikacie Creotech Instruments S.A.
 
Kamery chłodzone są do minus 50 stopni oraz utrzymywane w warunkach bliskich próżni, dzięki czemu po instalacji na teleskopie są w stanie zaobserwować obiekt wielkości piłeczki tenisowej z odległości 1 tys. kilometrów. Pozwoli to nie tylko wykrywać planetoidy zagrażające Ziemi, ale także kosmiczne śmieci, które mogą zagrozić działającym satelitom i spowodować uszkodzenie lub zniszczenie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

 

Oprócz programu Space Situational Awareness Europejska Agencja Kosmiczna realizuje dwa inne związane z obserwacją kosmosu: Copernicus - satelitarnej obserwacji Ziemi i Galileo - pozycjonowania i nawigacji satelitarnej. W zagadnienie ochrony Ziemi przed zagrażającymi jej obiektami wpisuje się też europejski projekt SST (ang. Space Surveillance and Tracking) - optycznej obserwacji i śledzenia obiektów w przestrzeni kosmicznej. Do programu ogłoszonego przez Parlament Europejski i Radę Europy Polska dołączyła w 2014 roku.

 

PAP