"W wyniku przeprowadzonej we wrześniu kontroli inspektorzy pracy wystawili nakaz płacowy zawierający 28 decyzji zobowiązujących pracodawcę do niezwłocznego wypłacenia 979 pracownikom i byłym pracownikom wynagrodzenia i innych świadczeń pieniężnych na kwotę blisko 2 mln zł" -  poinformował szef Państwowej Inspekcji Pracy Roman Giedrojć. To zaległość tylko za lipiec.


Inspektorzy skierowali też zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wyczerpującego znamiona czynów określonych w art. 218 § 1a Kodeksu karnego oraz wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego w Grodzisku Mazowieckim w związku z nieodprowadzeniem przez pracodawcę składek na Fundusz Pracy za czerwiec i lipiec.


Wspomniany artykuł KK mówi: "Kto, wykonując czynności w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy lub ubezpieczenia społecznego,  podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".


Według Inspekcji Pracy, spółka Tenes One twierdzi, że "nie sporządziła listy płac za sierpień, bo nie otrzymała dokumentacji od poprzedniego właściciela - spółki InPost".


Sprzedani za 10 tys. zł

 

Bezpieczny list był spółką córką firmy InPost i zajmował się dostarczaniem listów. W lipcu InPost zrezygnował z tej działalności a pracownikom spółki córki zaczął wręczać wypowiedzenia.

 

W sierpniu, tuż przed wypłatami pensji oraz odpraw i dodatków, Bezpieczny List został sprzedany spółce Tenes One - za 10 tys. zł. Należący do jednego z najbogatszych Polaków Rafała Brzoski InPost stwierdził wówczas, że los pracowników nie jest już jego sprawą, bo Bezpieczny List nie jest już jego własnością. Z kolei nabywca otwarcie przyznaje, że nie ma pieniędzy.


Zdaniem związkowców i przedstawicieli partii Razem ta operacja miała na celu  pozbycie się przez InPost niepotrzebnych już pracowników po niskich kosztach.


"InPost, spółka znana ze stosowania śmieciowych umów, posunęła się krok dalej. Dwa dni przed terminem wypłaty pensji za lipiec sprzedała za dziesięć tysięcy złotych udziały w swojej spółce zależnej Bezpieczny List sp. z o.o. zatrudniającej ponad 1200 osób kolejnej firmie" - napisała partia Razem na swoim profilu facebookowym. Złożyła także zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie.

 

Stwierdziła też, że za wszystko odpowiedzialny jest prezes spółki Rafał Brzoska. W załączonej infografice partia pytała "Brzoska, gdzie są pieniądze?".

 

 

Jak poinformował szef PIP, obecnie w spółce Bezpieczny List trwa kolejna kontrola, której celem jest sprawdzenie m.in. przestrzegania przepisów w zakresie wypłaty wynagrodzeń w kolejnych miesiącach oraz realizacji skierowanych dotąd nakazów płacowych.

 

polsatnews.pl