Trump, który w styczniu przyszłego roku zostanie zaprzysiężony na prezydenta, powiedział, że chce "dobrych relacji" z Rosją i jej prezydentem Władimirem Putinem, wywołując zaniepokojenie w kilku krajach w UE obawiających się zmiany polityki, która zmiękczałaby amerykańskie stanowisko wobec ukraińskiego kryzysu - zwraca uwagę agencja Reutera.

 

Sankcje po raz pierwszy zostały nałożone na Rosję krótko po tym, jak w 2014 roku zaanektowała ona należący do Ukrainy Krym, a następnie były odnawiane co sześć miesięcy.

 

Pięciu unijnych dyplomatów powiedziało Reuterowi, że oczekuje, iż przywódcy UE przedłużą w przyszłym miesiącu w Brukseli główne sankcje gospodarcze, zanim jeszcze Trump obejmie urząd. Decyzja wymaga jednomyślności 28 państw członkowskich UE. Sankcje gospodarcze przedłużono ostatnio w lipcu br. i obowiązują one do końca stycznia 2017 r.

 

"Kto wie, gdzie Trump nas zabierze"

 

Złagodzenie tych restrykcji UE uzależnia od pełnego wdrożenia porozumień z Mińska w sprawie uregulowania konfliktu w Donbasie na wschodzie Ukrainy między ukraińskimi siłami rządowymi a prorosyjskimi separatystami. Ale w niektórych krajach UE pojawiają się apele o zniesienie sankcji.

 

- Wciąż powinno dojść do przedłużenia (sankcji) w grudniu. Nie ma na razie zmiany sytuacji na Ukrainie (...) naprawdę nie ma powodów, aby ich nie przedłużać - powiedział anonimowo unijny dyplomata. - Później, po inauguracji Trumpa, kto wie, gdzie on nas zabierze. Może to stać się o wiele trudniejszą drogą - dodał.

 

Trump na razie nie skonkretyzował, co zrobi, żeby odnowić relacje z Rosją. Unijni dyplomaci obawiają się - jak pisze Reuters - że złagodzenie amerykańskiego stanowiska zostanie wykorzystane przez Kreml w nadziei na osłabienie postanowienia UE w sprawie sankcji.

 

- Kiedy Trump zostanie w styczniu zaprzysiężony, jeśli faktycznie dojdzie do zbliżenia z Putinem, pogłębią się podziały w UE w sprawie Rosji, a utrzymanie sankcji będzie trudniejsze - powiedział Reuterowi dyplomata w Brukseli.

 

Inny przedstawiciel UE powiedział: "UE musi podjąć własną decyzję w grudniu, ale komplikacje nadejdą, jeśli w styczniu Stany Zjednoczone zasygnalizują, że zamierzają zmienić swą politykę. To może mieć wpływ na jedność UE".

 

PAP