Zwycięzca wtorkowych wyborów prezydenckich w USA, kandydat Republikanów Donald Trump zapewnił w przemówieniu, że będzie "prezydentem wszystkich Amerykanów". W przemówieniu wezwał naród do zjednoczenia.

 

- Nadszedł czas, by zaleczyć rany podziałów. Nadszedł czas, byśmy połączyli się jako zjednoczony naród - powiedział Trump.

 

W przemówieniu wygłoszonym w siedzibie swego sztabu wyborczego w Nowym Jorku Trump obiecał, że dzięki jego planowi gospodarczemu "podwoimy nasz wzrost gospodarczy i będziemy mieli silniejszą gospodarką". Podkreślił, że chce wykorzystać swoje doświadczenie w biznesie, by pomóc USA.

 

Zapowiedział "odbudowę amerykańskiego marzenia" i "wykorzystanie potencjału Ameryki i Amerykanów". - Naprawimy centra miast, odbudujemy autostrady, mosty, lotniska, szkoły, szpitale, odbudujemy naszą infrastrukturę. Damy pracę milionom naszych ludzi przy odbudowie infrastruktury - zaznaczył.

  

 

Zapewnił też, że jako prezydent będzie utrzymywał "doskonałe stosunki z wszystkimi krajami", mimo podkreślania w kampanii, że jego priorytetem jest dobro kraju, zgodnie z hasłem "America First" (Ameryka nade wszystko).

 

 

"Kocham ten kraj"

 

 

Nowojorski miliarder będzie pierwszym prezydentem USA, który nie sprawował dotąd żadnego stanowiska państwowego bądź też służył w wojsku. W kampanii kwestionował wartość sojuszy USA, z NATO na czele, wyrażał podziw dla dyktatorów i sugerował, że zajmuje ugodową postawę wobec agresywnych poczynań Rosji. Zdaniem swoich krytyków, ma porywczy temperament, który nie rokuje zrównoważonego zachowania w razie kryzysu międzynarodowego.

 

 

Połowę swego wystąpienia w Nowym Jorku Trump poświęcił przedstawianiu swojej licznej rodziny oraz grona najbliższych współpracowników i składaniu im podziękowań. Na scenę weszli: jego żona Melania, najmłodszy syn Barron, córki z poprzednich małżeństw: Ivanka i Tiffany, oraz synowie: Donald junior i Eric z żonami. Trump uściskał ich wszystkich.

 

 

Na scenie znaleźli się także politycy republikańscy, którzy od początku go popierali, jak były burmistrz Nowego Jorku Rudy Giuliani i przewodniczący Krajowego Komitetu Republikańskiego (RNC) Reince Preeibus. Ten ostatni deklarując się jako zwolennik Trumpa krytykował jego niektóre zachowania i wypowiedzi.

 

 

Trump podziękował nawet agentom Secret Service, którzy zapewniali mu ochronę w czasie kampanii.

 

 

"Tak, to był historyczny wieczór. Ale żeby pozostał historyczny, trzeba się wziąć do roboty. Nasza praca dopiero się zaczyna. (...) Obiecuję wam, że was nie zawiodę" - powiedział na zakończenie prezydent-elekt.

 

 

"Kocham ten kraj" - dodał. 

 

PAP, Polsat News