Umowę na dystrybucję "Dywizjonu 303" podpisano w październiku ubiegłego roku.

 

Film ma opowiadać losy pilotów Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii. Jan "Donald" Zumbach i Witold Urbanowicz po wybuchu wojny przedostają się do Anglii, by w eskadrach RAF-u kontynuować walkę z okupantem. Ich męstwo i podniebne wyczyny szybko zwracają uwagę dowódców i przyczyniają się do utworzenia Dywizjonu 303 - elitarnej jednostki myśliwskiej, złożonej głównie z Polaków.

 

Scenariusz powstał na podstawie książki Arkadego Fiedlera pod tym samym tytułem.

 

Reżyserem miał być, wedle wcześniejszych zapowiedzi producenta, Łukasz Palkowski, który wyreżyserował  m.in. film "Bogowie". Media spekulowały, że w obsadzie znajdą się Tomasz Kot, Łukasz Simlat i Jaśmina Polak.

 

Ostatecznie za reżyserię odpowiadają Wiesław Saniewski i Denis Delić, a w główne role zagrają Maciej Zakościelny, Piotr Adamczyk i Anna Prus.

 

Nowy scenariusz

 

W środę dystrybutor filmu, Kino Świat, zerwał umowę z producentem.

 

"(...) Kino Świat sygnalizowało pretensje co do autorstwa scenariusza - „Dywizjon 303” aktualnie realizowany jest w oparciu o scenariusz twórców innych niż twórcy wskazani w wyżej wymienionej Umowie Dystrybucyjnej. Naruszenia dotyczące produkcji filmu zostały również potwierdzone przez jego reżysera pana Wiesława Saniewskiego w piśmie z dnia 27 września 2016 roku, a niezgodność realizowanego filmu ze scenariuszem i prawdą historyczną potwierdziło Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie" - głosi oficjalne oświadczenie dystrybutora.

 

Kino Świat nie podało, o jakie fakty chodzi oraz na ile mogą one wpłynąć na odbiór filmu. Odmówiło nam komentarza w tej sprawie, odsyłając do producenta filmu Jacka Samojłowicza.

 

"To drobne zmiany. Trzymamy się faktów"

 

- Faktycznie, scenariusz, o którym mowa w umowie, był autorstwa pana Jerzego Skolimowskiego - powiedział polsatnews.pl Samojłowicz.

 

- Uznaliśmy jednak, że nie opowiadał historii polskich lotników, tylko historię wojny. My przenieśliśmy akcję bliżej polskiej granicy, ale trzymamy się faktów. Oczywiście, nie jest to film dokumentalny, ale wszystkie wydarzenia historyczne są zachowane. Pozwoliliśmy sobie na drobne zmiany głównie po to, żeby uhonorować lotników, np. w scenie, w której spotykają się z królem, wymieniliśmy z imienia i nazwiska wszystkich bohaterów, choć jeden z nich leżał wówczas poparzony w szpitalu. Ale zależało nam, aby widzowie poznali ich wszystkich, to taki hołd. Poza tym ja film robię od pół roku, dystrybutor widział nowe scenariusze i cały czas przelewał pieniądze. Więc to nie jest tak, że myśmy kogoś nagle oszukali - wyjaśnił producent.

 

Jego zdaniem, pewne szczegóły filmu faktycznie mogą odbiegać od wersji historyków, jednak nie na tyle, by wpływać na ogólną ocenę filmu.

 

- Nasz budżet jest mały. Zarzuca się nam, że w którymś momencie bohater leci samolotem RWD 5, a nie, jak w rzeczywistości, RWD 15. A RWD 15 nie ma w całym kraju i nie jesteśmy w stanie go ściągnąć. Nie stać nas na to - powiedział Samojłowicz.

 

"W Stanach przyjęli nas pozytywnie"

 

- Mamy kilku doktorów historii na planie filmowym, ale nie jesteśmy w stanie dopasować wszystkich detali, bo to nie ten budżet. Trzeba zaznaczyć, że film nie jest jeszcze gotowy. Jeżeli faktycznie tego typu szczegóły miałyby wpłynąć na odbiór filmu, to pewne detale możemy dopracować w postprodukcji - wyjaśnił.

 

Jako przykład podał kwestię naszywek "POLAND" na mundurach lotników. Pojawiły się w sierpniu 1940 roku. Mają je bohaterowie filmu, choć jego akcja toczy się w lipcu.

 

Według Samojłowicza, "film jest na tyle dobry, że nie trzeba się martwić o dystrybutora - ktoś się na pewno znajdzie".

 

- Jestem lojalną osobą, trzymałem się Kina Świat, bo zwykle współpracujemy. Ale ja mam dobry produkt. Właśnie pokazaliśmy pierwsze demo produkcyjne w Los Angeles i wszyscy byli zachwyceni. Więc dystrybucja to nie jest dla nas problem - uznał.

 

polsatnews.pl