W skład rosyjskiej flotylli na Morzu Śródziemnym wchodzi m.in. lotniskowiec Admirał Kuzniecow i krążownik rakietowy Piotr Wielki. Jak informowały wcześniej europejskie media, rosyjską grupę bojową śledził Stały Zespół Okrętów NATO SNMG-1.

 

Rzecznik rosyjskiego ministerstwa obrony gen. Igor Konaszenkow podkreślił, że podczas rejsu w kierunku Morza Śródziemnego grupa regularnie wykrywała obecność jednostek NATO, w tym amerykańskiego okrętu podwodnego USS Virginia.

 

- Na początku listopada wykryliśmy obecność atomowego okrętu podwodnego USS Virginia, który próbował śledzić rosyjskie jednostki - dodał gen. Konaszenkow. Jednocześnie zapewnił, że rosyjskie okręty płyną ustaloną wcześniej trasą i podejmują wszelkie środki dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa.

 

"Działania mogły doprowadzić do wypadku"

 

Rzecznik dodał, że w środę rano do grupy na Morzu Śródziemnym zbliżył się holenderski okręt podwodny, który wykonywał niebezpieczne manewry i próbował śledzić rosyjskie jednostki. Holendrzy zostali wykryci sonarami w związku z czym poderwano w powietrze śmigłowce bojowe Ka-27. Po pewnym czasie jednostka państwa NATO została zmuszona do oddalenia się. Według Rosjan "niebezpieczne" działania Holendrów mogły doprowadzić do poważnego wypadku morskiego.

 

Rosyjskie jednostki zapewniają wsparcie dla działań zbrojnych prowadzonych w Syrii przez wojska wierne prezydentowi tego kraju Baszarowi el-Asadowi.

 

PAP