Sukcesy Partii Republikańskiej (GOP) w wyborach do Kongresu współgrają z wynikami wyborów prezydenckich w poszczególnych stanach. Jej kandydat Donald Trump dość niespodziewanie zwyciężył w wyborach na Florydzie i w Karolinie Północnej, stanach „wahających się”, i zgodnie z przewidywaniami wygrał w Ohio.

 

Aby odzyskać większość w Senacie, gdzie na razie Republikanie przeważają stosunkiem 54 do 46 mandatów, Demokraci musieliby odebrać im minimum cztery lub pięć mandatów. Nie osiągnęli tego.

 

W stanie Illinois sukces odniosła tylko demokratyczna kandydatka Tammy Duckworth. Przegrali jednak inni kandydaci tej partii, na których liczono.

 

W Indianie przegrał Evan Bayh, który kiedyś zasiadał w Senacie i planował tam powrót; pokonał go Republikanin Todd Young.

 

Reelekcję zapewnił sobie na Florydzie republikański senator Marco Rubio, jeden z czołowych rywali Trumpa do nominacji prezydenckiej w prawyborach w GOP.

 

W stanie Nevada mandat po odchodzącym na emeryturę liderze demokratycznej większości, senatorze Harrym Reidzie, zdobyła kandydatka z tej samej partii Catherine Cortez Masto. Pokonała ona republikańskiego kongresmana Joe Hecka.

 

W Karolinie Północnej republikański senator Richard Burr utrzymał jednak swój mandat, pokonując demokratyczną kandydatkę Deborah Ross.

 

W Pensylwanii demokratyczna kandydatka Katie McGinty przegrała z urzędującym republikańskim senatorem Patem Toomeyem.

 

Podobnie w stanie Arizona, urzędujący senator John McCain, były kandydat na prezydenta w wyborach w 2008 r., obronił swój mandat pokonując Demokratkę Ann Kirkpatrick.

 

We wszystkich tych wyścigach Demokraci mieli nadzieję na zwycięstwa swoich kandydatów.

 

Utrzymanie Senatu w rękach Republikanów oznacza, że w wypadku coraz bardziej prawdopodobnego zwycięstwa Trumpa w wyborach do Białego Domu obie władze - wykonawcza i ustawodawcza - znajdą się pod kontrolą tej partii. Może to zapowiadać poważny zwrot Ameryki w prawo.

 

PAP