- Święto państwowe stało się dniem burd wywoływanych przez skrajnie prawicowych bojówkarzy i zwyczajnych chuliganów. Ich polityczni reprezentanci brylują w mediach i chcą, żeby traktować ich jak "normalnych polityków”. Nie zgadzamy się na to - argumentował Konieczny.

 

"Ulicznych bandytów ośmielają politycy"

 

Jak powiedział, dla skrajnej prawicy wrogiem jest ten, kto ma inny kolor skóry, poglądy, albo mówi innym językiem. - Ulicznych bandytów ośmielają politycy, którzy sączą nienawiść z ekranu telewizora. Dla części medialnych redakcji nacjonalista wygrażający obcym to "atrakcyjny gość". Ale cenę za ten brunatny show płaci potem pobity turysta albo zagraniczny student, który boi się wyjść z akademika - uzasadnił.

 

Konieczny podkreślił, że "istnieje zasadnicza różnica między demokratyczną prawicą - konserwatystami, chadekami, liberałami - a bandytami, którzy chcą obalenia demokracji".

 

- Ci, którzy biją przeciwników politycznych i demolują ulice polskich miast, nie są partnerami do dyskusji w studio telewizyjnym czy radiowym. Dlatego Razem od roku konsekwentnie odmawia telewizyjnych starć jeden na jeden ze skrajną prawicą - przypomniał.

 

Chcą "no platform" w Polsce

 

Agnieszka Dziemianowicz  zaznaczyła, że w krajach Europy Zachodniej taka zasada, nazywana "no platform”, to standard: ani prawica, ani lewica nie siądą do stołu z nacjonalistami i neofaszytami.

 

- Dlatego apelujemy do polityków innych ugrupowań: nie siadajcie do stołu ze skrajną prawicą. Nie siadajcie do stołu z ludźmi, którzy chcą bić przeciwników politycznych i zlikwidować demokrację. Traktując bandytów tak, jakby byli normalnymi politykami, otwieracie drogę dla przemocy i nienawiści. Nie warto dla kilku minut na telewizyjnym ekranie narażać na szwank polską demokrację - powiedziała.

  

Listy do liderów

 

Przedstawiciele ugrupowania poinformowali, że złożyli w środę w biurze prasowym Sejmu listy do Władysława Kosiniaka-Kamysza, Jarosława Kaczyńskiego, Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru z apelem, aby przedstawiciele ich partii nie brali udziału w telewizyjnych dyskusjach jeden na jeden z nacjonalistami.

 

 

-  Jeśli wszystkie siły polityczne w Polsce zaczną odmawiać debatowania z przedstawicielami prawicowej ekstremy, to wróci ona tam gdzie jej miejsce - na margines życia politycznego - wyjaśniła rzeczniczka prasowa Partii Razem Dorota Olko.

 

polsatnews.pl