Unijno-ukraińska umowa o pogłębionej i całościowej strefie wolnego handlu (DCFTA), na mocy której obie strony otworzyły wzajemnie swoje rynki, obowiązuje od stycznia. Porozumienie przewiduje jednak ograniczenia, tak by zabezpieczyć producentów w określonych sektorach przed zakłóceniami w wyniku dużego napływu towarów.

 

Jednym z chronionych obszarów jest rolnictwo. Umowa przewiduje m.in. określone kontyngenty bezcłowe na zboża, wieprzowinę, wołowinę czy drób. Na inne produkty zaproponowano z kolei okresy przejściowe na eliminację ceł wynoszące zwykle 10 lat. Wszystko po to, by ukraińscy tani producenci nie zalali swoim towarem rynku unijnego, doprowadzając tym samym do problemów farmerów z "28".

 

M.in. pszenica, kukurydza, miód

 

Po niecałym roku od wejścia w życie porozumienia o wolnym handlu UE-Ukraina Komisja Europejska wyszła z propozycją rozporządzenia mającego zwiększyć sprzedaż określonych ukraińskich produktów rolnych oraz nawozów na terenie UE.

 

Chodzi m.in. o pszenicę, kukurydzę, jęczmień, przetwory z pomidorów czy miód. - Ze względu na trudną sytuację gospodarczą na Ukrainie ważne jest, aby rozporządzenie weszło w życie jak najszybciej - przekonuje Komisja. Z tego powodu nie przeprowadzono też oceny skutków wprowadzania tych przepisów.

 

A tego boją się polscy rolnicy. - Rozumiemy, że trzeba pomagać Ukrainie, ale niepokoją nas działania proponowane przez Komisję Europejską - powiedział w poniedziałek przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność", senator PiS Jerzy Chróścikowski.

 

Jak zaznaczył, polscy rolnicy muszą się borykać z trudnościami na rynku, a dodatkowe kwoty importowe produktów ukraińskich jeszcze pogarszają ich sytuację. - Ceny zbóż są niższe niż w ubiegłym roku. Ukraina nie kupuje od nas produktów, a my od niej tak - wskazał działacz. Jego zdaniem na większym otwarciu na ukraińskie produkty stracą w UE głównie polscy producenci, bo to do nas ze względu na bliskość geograficzną najbardziej opłaci się eksportować.

 

Chróścikowski zaznaczył, że ukraińscy rolnicy nie spełniają tych samych wymogów, które muszą spełniać polscy czy europejscy producenci. - Oni mają tańsze nawozy, tańsze środki ochrony roślin. Stosują substancje, które u nas są zabronione. To działa na niekorzyść polskich rolników - powiedział.

 

Zerowa stawka celna

 

Z projektu rozporządzenia, które trafiło już do Parlamentu Europejskiego, wynika, że UE chce umożliwić Ukrainie bezcłowy eksport 100 tys. ton pszenicy i mąki, 650 tys. ton kukurydzy i 350 tys. ton jęczmienia rocznie. Nie są to bardzo duże ilości, ale zdaniem Chróścikowskiego mogą wpływać na ceny na rynkach rolnych.

 

Ponadto w ciągu trzech lat Ukraińcy będą mogli sprzedać w UE 3 tys. ton miodu, 8 tys. ton kasz i mączek ze zbóż, 5 tys. ton przetworów z pomidorów oraz 4 tys. ton owsa. Również te kontyngenty mają być objęte zerową stawką celną.

 

- W obliczu reform gospodarczych podjętych przez Ukrainę oraz w celu wsparcia rozwoju ściślejszych stosunków gospodarczych z Unią Europejską należy zwiększyć przepływy handlowe związane z przywozem niektórych produktów rolnych oraz przyznać koncesje (...) w odniesieniu do wybranych produktów przemysłowych - wyjaśnia KE w projekcie.

 

Zerowymi stawkami cła objęte mają być też niektóre: nawozy, artykuły z miedzi i aluminium oraz urządzenia elektroniczne.

 

Sprzeciw Rosji

 

Sprawozdawca raportu w tej sprawie europoseł Jarosław Wałęsa zapowiedział, że będzie dokładnie analizował skutki wprowadzenia nowych kontyngentów i wpływu DCFTA na rynek. - Nie ma się co niepokoić, że zrobimy coś w pośpiechu - zapewnił.

 

- Polscy rolnicy narzekają, ale każde otwarcie rynku przynosi problemy - zaznaczył z kolei szef komisji rolnictwa i rozwoju wsi w Parlamencie Europejskim Czesław Siekierski (PSL).

 

Aby rozporządzenie mogło wejść w życie, muszą się na nie zgodzić państwa członkowskie w Radzie UE oraz Parlament Europejski. DCFTA to handlowa część umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina, przeciwko której mocno sprzeciwiała się Rosja.

 

PAP