Do incydentu doszło podczas rozdawania komunii w kościele. Proboszczowi upadł na posadzkę komunikant, a 10-letni chłopiec schylił po niego odruchowo, wtedy został uderzony przez księdza w twarz. Dziecko rozpłakało się i wybiegło z kościoła.


Rodzice chłopca zawiadomili prokuraturę. Ksiądz nie przyznawał się do winy. W odczytanym w kościele oświadczeniu napisał: "W czasie rozdawania komunii św. upuściłem komunikant, który spadł na posadzkę. Schyliłem się szybko, by nikt nie nadepnął, by nie doszło do profanacji. Schyliło się również dziecko, które odsunąłem ręką, by osobiście podnieść Najświętszą Hostię. To był mój obowiązek jako szafarza sakramentu, obowiązek wynikający z prawa kanonicznego, które nakazuje szafarzowi troskę o najdrobniejszą cząstkę konsekrowanej Hostii". 

 

Sąd: uderzenie dziecka nie było przypadkowe


Sąd Rejonowy w Szamotułach uznał księdza za winnego przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej chłopca i wymierzył mu grzywnę 5000 zł. Wyrok został zaskarżony przez obrońców proboszcza, którzy uznali rozstrzygnięcie za obrazę przepisów kodeksu postępowania karnego oraz błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia, który mógł mieć wpływ na rozstrzygnięcie.
 

Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, że postępowanie dowodowe zostało w tej sprawie przeprowadzone dokładnie i z poszanowaniem zasad proceduralnych. Na podstawie zeznań świadków Sąd I instancji ustalił, że do uderzenia dziecka doszło i nie było ono przypadkowe.


W ocenie Sądu Okręgowego nie było już potrzeby - jak chcieli obrońcy - przeprowadzać dowodu z opinii biegłego z zakresu doktryny kościoła katolickiego na okoliczność ustalenia obowiązującego kapłana sposobu postępowania z konsekrowanym komunikantem w przypadku jego opuszczenia oraz skutków niedochowania ustalonych procedur. Okoliczność ta nie miała bowiem znaczenia dla rozstrzygnięcia.

 

"Nic nie usprawiedliwia zachowania oskarżonego"


- Nie kwestionując prawa poszanowania kultu religijnego i uczuć religijnych oskarżonego,  a także szczególnych obowiązków, które prawo kanoniczne nakłada na osobę duchowną, Sąd Odwoławczy uważa, że nic nie usprawiedliwia zachowania oskarżonego, który uderzył w twarz małoletniego, gdy ten odruchowo schylił się i chciał podnieć upuszczony przez oskarżonego komunikant. Wystarczyłoby po prostu powstrzymać chłopca przez podniesieniem komunikantu lub powiedzieć mu, aby tego nie robił - podkreślił Sąd.


Za chybione uznał również powoływanie się przez obrońców oskarżonego na stan wyższej konieczności. Jak wyjaśnił Sąd, stan taki wyłącza winę sprawcy, jeśli dla ratowania określonego dobra sprawca poświęca dobro o wartości identycznej lub nieco wyższej, byleby nie była ona oczywiście wyższa. Przy czym znamię "oczywistości" w każdym konkretnym przypadku musi być przedmiotem rozstrzygnięcia sądu.
 

- W chwili zdarzenia istniały bowiem inne sposoby zapobieżenia profanacji hostii, nie ingerujące w sferę nietykalności cielesnej pokrzywdzonego - uznał Sąd.

 

Nie stać księdza na grzywnę. Kupił auto za 120 tys. zł


Prawidłowe okazały się także ustalenia Sądu Rejonowego dotyczące możliwości uiszczenia przez księdza wymierzonej kary grzywny. Obrońcy wskazywali w apelacji, że ksiądz uzyskuje miesięczne dochody w wysokości 2500 zł. Okazało się jednak, że kupił samochód za 120 tys. zł. To zdaniem Sądu budzi poważne zastrzeżenia co do rzeczywistej wysokości osiąganych przez niego dochodów.


- Zasady doświadczenia życiowego wskazują na to, że osoby o stosunkowo niewysokich dochodach nie nabywają tak kosztownych pojazdów, nawet jeśli oskarżony zakupił samochód na raty, gdyż rata kredytu pochłaniałby znaczną część miesięcznych dochodów oskarżonego - stwierdził Sąd.


Rzeczpospolita