1  listopada Izabela Zięba przestała czuć ruchy dziecka. Była w ósmym miesiącu ciąży. Pojechała do szpitala w Starachowicach, po badaniu lekarz stwierdził, że dziecko  nie żyje. 

 

- Położyli mnie na szpital  i kazali czekać do drugiego dnia, bo było święto - opowiada.

 

Następnego dnia  kobieta poczuła silne bóle skurczowe, została zbadana przez lekarkę, która jednak uznała, że to nie są skurcze porodowe. Godzinę później kobiecie odeszły wody płodowe.   

 

- Poszedłem zgłosić położnej. Przyszła zobaczyła,  ze cewnik wisi,  łóżko mokre, zapytałem czy może się zona położyć na łóżku obok;  kazała czekać, trzasnęła drzwiami i poszła - opisuje mąż kobiety. 

 

Mimo wielokrotnych próśb męża,  do rodzącej przez 3 godziny nie przyszedł nikt z personelu. Nie przeniesiono jej na oddział porodowy. Kobieta urodziła martwą córeczkę na podłodze  między łóżkami. Dopiero po porodzie do sali przyszły położne.

 

- Wszyscy stali i patrzyli, nagle się znalazł personel, pełna sala,  ale nie miał kto podnieść dziecka - wspomina mąż. - W końcu ja ją podniosłam - dodaje kobieta.

 

- Weterynarz dla zwierzęcia ma więcej serca i zrozumienia, i będzie się starał pomóc, a tutaj ... – mówi Izabela Zięba, wspominając zachowanie personelu szpitala.

 

Nikt ze szpitala w Starachowicach nie chciał się wypowiadać na temat tej sprawy. 

 

Resort zdrowia i prokuratura zajmują się sprawą

 

Absolutnie bulwersująca sytuacja - tak minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska skomentowała w sobotę sprawę porodu martwego dziecka w szpitalu w Starachowicach. Pytana w sobotę przez dziennikarzy o tę sprawę, minister Rafalska powiedziała, że nie zna tego przypadku.

 

 - Ale jeżeli taka sytuacja się zdarzyła, to jest rzecz absolutnie skandaliczna, niedopuszczalna i osoby, które doprowadziły do takiej sytuacji, która nie powinna mieć nigdzie w Polsce miejsca, powinny ponieść odpowiedzialność - podkreśliła.


- Wyjaśnimy tę sytuację tak jak to się tylko da w każdym szczególe. A jeżeli się okaże, że są osoby winne, to na pewno będą wyciągnięte konsekwencje - zadeklarował minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

 

Sprawą zajmuje się też prokuratura. - Po doniesieniach medialnych, że doszło do porodu martwego dziecka w szpitalu w Starachowicach w skandalicznych warunkach, prokurator rejonowy w Starachowicach podjął decyzję o zbadaniu sprawy - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz.

 

Dodał, że policjanci z miejscowej komendy powiatowej zabezpieczyli dokumentację medyczną, ustalili krąg potencjalnych świadków. Planowana jest także sekcja zwłok dziecka.

 

W szpitalu trwa kontrola, wyniki w przyszłym tygodniu

 

Konsultant wojewódzki ds. ginekologii i położnictwa dr Wojciech Rokita analizuje dokumentację w szpitalu w Starachowicach.

 

Dr Rokita, który w sobotę przybył do starachowickiego szpitala, powiedział, że jest to kontrola w trybie pilnym na polecenie ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, konsultanta krajowego ds. położnictwa i ginekologii prof. Stanisława Radowickiego oraz konsultanta krajowego ds. perinatologii prof. Mirosława Wielgosia.

 

"W tej chwili analizuję dokumentację, rozmawiam z osobami, które zajmowały się pacjentką w dniu zdarzenia - powiedział Rokita PAP. - Jestem jeszcze w trakcie tych rozmów. Trudno jest w tej chwili, przed zakończeniem kontroli, przekazywać jakiekolwiek informacje, ponieważ wszystkie te działania są w toku. Mogę jedynie powiedzieć, że dla nikogo nie jest przyjemne, że takie zdarzenie miało miejsce".

 

Protokół z kontroli zostanie przekazany resortowi zdrowia.

 

- Myślę, że na początku przyszłego tygodnia szczegółowych informacji dotyczących wyników kontroli udzieli Ministerstwo Zdrowia  - dodał Rokita.

 

polsatnews.pl,PAP