Kobieta w ósmym miesiącu ciąży zgłosiła się do szpitala w Starachowicach. Badania USG wykazały, że jej dziecko nie żyje. Podjęto decyzję, by wywołać poród. Jak twierdzi kobieta, przez kilka godzin nikt nie monitorował stanu jej zdrowia, a ona sama nie doczekała się pomocy żadnego z lekarzy. Ciężarnej kobiety nie przeniesiono nawet na porodówkę.

 

Poród między szpitalnymi łóżkami

 

Pacjentka alarmowała, że zaczęły się skurcze, jednakże nikt nie zjawił się jej na pomoc. Mąż kobiety miał w tym czasie kilkukrotnie wzywać personel medyczny.

 

- Mąż co 10 minut biegał i prosił o pomoc, żeby ktoś przyszedł, żeby cokolwiek zrobił. Siostra stwierdziła, że lekarza powiadamia, a lekarz nie przychodzi. No i urodziłam na podłodze, między jednym a drugim łóżkiem - opowiadała kobieta.

 

- Mam nadzieję, że już żadna kobieta nie będzie rodzić w starachowickim szpitalu w takich warunkach - dodała.

 

Dyrekcja szpitala w Starachowicach przyznała, że ubolewa nad tragedią rodziny.

 

Sprawą zajęła się prokuratura

 

- Musimy zbadać tą tragedię. Porozmawiać z personelem. Bardzo poważnie podchodzimy do tego kłopotu, który zaistniał na oddziale - powiedział Marcin Biesiada, dyrektor ds. leczniczych szpitala w Starachowicach.

 

Sprawą już zajęła się prokuratura. - Po doniesieniu medialnym Prokuratura Rejonowa w Starachowicach z urzędu podjęła czynności w tej sprawie. Będziemy sprawdzać, czy zdarzenie takie miało miejsce i czy doszło do popełnienia przestępstwa - mówi  Daniel Prokopowicz, z Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

 

rmf24.pl