"Mówimy o różnej jakości składników, które są podstawowe dla danego produktu. To nie do przyjęcia" - mówi Olga Sehnalová, czeska deputowana do Parlamentu Europejskiego.

 

Istnienie "rasizmu żywnościowego" wykazali w 2015 r naukowcy z Uniwersytetu w Pradze. Przebadali, żywność produkowaną przez tego samego producenta i sprzedawaną w "starych" i "nowych" krajach UE.

 

Okazało się, że artykuły w państwach "nowej Unii mają gorszy skład, a sprzedawane są w tej samej lub wyższej cenie. Jako przykład podano jeden z napojów gazowanych, który sprzedawany w Czechach jest słodzony sztucznymi środkami (aspartam i acesulfam), natomiast taki sam napój w Niemczech słodzi się wyłącznie cukrem. I na dodatek ten w Czechach jest droższy od tego w Niemczech.

 

Takie samo to nie to samo

 

Według czeskich naukowców przykłady można mnożyć: ten takie samo z pozoru opakowanie paluszków rybnych w Republice Czeskiej zawiera 7 proc. mniej ryb niż jego wydawałoby się odpowiednik, niemiecki. Natomiast czescy konsumenci napoju herbacianego wypiją więcej sztucznych substancji słodzących i około 40 proc. mniej ekstraktu niż Niemcy. Czeskie chipsy znanej marki są smażone na oleju palmowym a niemieckie na słonecznikowym. Chleb tostowy miał 59 proc. zawartości mąki z pełnego ziarna w Niemczech i tylko 19 proc. w Czechach.

 

Portal politico.com przytacza wyjaśnienia producentów i samych urzędników unijnych: "Niektóre produkty są wytwarzane w różnych fabrykach i każdy ma oddzielne procesy produkcyjne" lub mówią o jedynie "orientacyjnych" informacjach na etykietach". 

 

KE raczej nie pomoże

 

Czesi poruszyli kwestię "rasizmu żywnościowego" w maju podczas posiedzeniu ministrów rolnictwa UE. Wysłano także pismo z dołączonymi wynikami badań do komisarza ds Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności Vytenisa Andriukaitisa i komisarz ds Rynku Wewnętrznego Elżbiety Bieńkowskiej. Do tej pory nie ma stanowiska w tej sprawie.

 

Jedno jest pewne, aby zmienić obecną sytuację potrzebne są nowe przepisy, obecne nakładają na firmy jedynie obowiązek informowania o składzie. A to czy markowe produkty w poszczególnych krajach różnią się składnikami, to już zależy jedynie od producenta.

 

- Tak długo, jak produkty są zgodne z wymaganiami prawnymi UE, i nie wprowadzają w błąd konsumentów co do ich głównych składników, żaden akt prawny nie uniemożliwi firmom różnicowania produktów w zależności od rynku - miał powiedzieć jeden z urzędników Komisji Europejskiej, cytowany przez politico.

 

Czesi i Słowacy nie mają wątpliwości, że zmiana unijnego prawa wymaga długotrwałych negocjacji. Przyznają, że poparcie mają od "pokrzywdzonych" krajów takich jak np. Bułgaria, Chorwacja i Estonia. Przeciwne zmianom, jak wynika z nieoficjalnych informacji, są kraje "starych gospodarek", z których pochodzi wielu dużych producentów stosujących podwójne standardy.

 

politico.com