- Obawiamy się, że choć (władze tureckie) ogłosiły stan wyjątkowy i uchylenie pewnych zasad Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, działania podejmowane przez te władze wykraczają ponad to, co jest dopuszczalne w takich przypadkach - powiedziała rzeczniczka Ravina Shamdasani na briefingu w Genewie.


W nocy z czwartku na piątek turecka policja przeprowadziła obławy na domy liderów i deputowanych drugiej największej opozycyjnej siły w tureckim parlamencie Ludowej Partii Demokratycznej (HDP), gdy odmówili składania zeznań w związku ze śledztwem w sprawie "propagandy terrorystycznej". W Diyarbakirze aresztowano lidera HDP Selahattina Demirtasa, a w stolicy kraju, Ankarze, współprzewodniczącą tego ugrupowania Figen Yuksekdag. Policja przeszukała także siedzibę HDP w Ankarze.


Turcja po próbie puczu


W ramach retorsji po udaremnionej próbie puczu z 15 lipca w Turcji zwolniono lub zawieszono ponad 110 tys. urzędników, sędziów, prokuratorów, żołnierzy, nauczycieli i innych osób.


Zwolnieni pracownicy podejrzewani są o związki z ruchem muzułmańskiego kaznodziei Fethullaha Gulena. Ankara oskarża go o zorganizowanie nieudanego wojskowego zamachu stanu, a także o to, że stworzył w Turcji tzw. struktury równoległe, zwane teraz przez władze organizacją terrorystyczną FETO.


Gulen, który od 17 lat przebywa w USA, to dawny sojusznik, a obecnie główny wróg prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Zdecydowanie odrzuca oskarżenia o to, że jego ruch stał za próbą lipcowego zamachu stanu.

 

PAP