Według "Werdyktu Społecznego" organizacji, zajmującej się pomocą prawną dla ofiar działań naruszających prawa człowieka, Europejski Trybunał Praw Człowieka zażądał także od władz rosyjskich dostarczenia do 18 listopada dokumentacji medycznej o stanie zdrowia Dadina - pierwszego opozycjonisty skazanego za "wielokrotne naruszenie zasad zgromadzeń publicznych" po znowelizowaniu przez Moskwę przepisów w roku 2014.

 

Protesty legalne, ale niedozwolone

 

Dadin organizował jednoosobowe protesty, m.in. przeciwko wyborowi Władimira Putina na prezydenta, jedyne, które na mocy nowych przepisów są obecnie w Rosji legalne. Wszystkie inne demonstracje wymagają zgody władz i spełnienia licznych warunków. Z reguły opozycja nie otrzymuje pozwoleń na organizację pikiet. Mimo, że jednoosobowe pikiety nie wymagają zgody władz, to i tak ich uczestnicy są najczęściej od razu zatrzymywani. Wcześniej o Dadina upomniały się międzynarodowe organizacje Human Rights Watch oraz Amnesty International.

 

"Werdykt Społeczny" poinformował o tym na swojej stronie na Facebooku.

 

 

Żądają konsultacji niezależnego medyka

 

Trybunał zaznaczył, że badania powinni przeprowadzić lekarze niezależni od Rosyjskiej Federalnej Służby Więziennej (FSIN).

 

Fundacja Werdykt Społeczny domaga się też dopuszczenia do aktywisty jej prawnika.

 

W liście do żony, który media opublikowały we wtorek, Dadin napisał, że może długo nie pociągnąć, jeśli tortury będą kontynuowane.

 

Groźby gwałtu i śmierci, bicie i podwieszanie za kajdanki

 

Dadin napisał, że 11 września, gdy ogłosił głodówkę z powodu skierowania go do celi karnej, został pobity przez naczelnika kolonii i trzech funkcjonariuszy, a dzień później skuto mu ręce za plecami i podwieszono do góry za kajdanki oraz grożono mu gwałtem i śmiercią.

 

Rzeczniczka praw człowieka Federacji Rosyjskiej Tatiana Moskalkowa, która spotkała się w czwartek z więzionym opozycjonistą, powiedziała w telewizji Rossija 24, że Dadin twierdzi, iż przemoc zastosowano wobec niego we wrześniu trzy razy. Moskalkowa zaproponowała przeniesienie opozycjonisty do innej kolonii karnej. Jak wynika z doniesień mediów, Dadin nie chce się na to zgodzić, bo twierdzi, że w jego kolonii inni więźniowie także są torturowani i sumienie nie pozwala mu na opuszczenie tego miejsca, bo chce pomóc innym.

 

Portal gazeta.ru informuje, że naczelnik kolonii Siergiej Kossijew został tymczasowo odsunięty od pełnionych obowiązków, TASS z kolei pisze, że naczelnik przebywa na urlopie.

 

Rosyjska Federalna Służba Więzienna (FSIN) podała w środę, że niezależna komisja lekarska nie stwierdziła śladów pobicia u Dadina. Wyniki encefalografii, przeprowadzonej u Dadina w związku z podejrzeniem epilepsji, nie wykazały odchylenia od normy - poinformowały rosyjskie media.

 

Pierwsza ofiara nowelizacji prawa

 

Dadin jest pierwszym opozycjonistą skazanym za "wielokrotne naruszenie zasad zgromadzeń publicznych" na mocy przepisów znowelizowanych w 2014 roku. Został aresztowany w grudniu 2015 roku. Wcześniej był pociągany do odpowiedzialności administracyjnej za udział w akcjach opozycyjnych. Na mocy nowych przepisów otrzymał wyrok trzech lat kolonii karnej, później wyrok zmniejszono do 2,5 roku.

 

Dadin przebywa w tej samej kolonii karnej, w której karę odbywał były szef koncernu Jukos Michaił Chodorkowski.

 

PAP