Ks. Kauf, proboszcz parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP, w rozmowie z polsatnews.pl przyznał, że pierwszy raz o takim "pogotowiu" pomyślał już 15 lat temu, gdy jako wikary trafił do parafii w Polkowicach na Dolnym Śląsku. Stwierdził wtedy, że przydatny byłby np. tani kultowy "maluch", bo dzięki niemu mógłby pokonywać spore odległości między domami wiernych.

 

Swój plan wcielił w życie rok temu.

 

Pomógł kolega ksiądz

 

Kupił samochód i razem z kolegą, także księdzem i przy okazji "złotą rączką", przerobił auto na "pogotowie".

 

- Ksiądz Maciej Oliwa z Nowego Gierałtowa, który pomógł mi przerobić auto, był tak zadowolony z efektu, że sam kupił trabanta i także zmienił go w "pogotowie" - mówi duchowny.

 

Jak podkreślił, koszty przeróbek nie były duże. - Wystarczyły chęci - zauważył.

 

"Dzwonią nawet po godz. 23"

 

Od niedawna na samochodzie widnieje numer telefonu komórkowego księdza. Dzięki temu każdy parafianin może wezwać proboszcza do siebie.  

 

- Zdarzało się, że ktoś dzwonił po godz. 23. Nie mam z tym problemu, bo po to jestem kapłanem, by być blisko ludzi. W radosnych i trudnych chwilach - podkreśla.

 

 

Ale ks. Kauf swojego malucha wykorzystuje także do tego, by dotrzeć do szpitala, w którym jest kapelanem, pojechać udzielić ślubu, czy dojechać do okolicznych pensjonatów. Bo i turystom zależy czasem na spotkaniu z księdzem.

 

- Ksiądz dzisiaj nie może być "zamknięty", a ja zwyczajnie staram się troszczyć o ludzi, być dla nich - mówi. Więc gdy trzeba, podwiezie także autostopowicza, albo idącego po zakupy do pobliskiego sklepu parafianina.

 

Czy "pogotowie duszpasterskie" generuje duże koszty? - Maluchy dużo palą, ale tak naprawdę nie liczę ile, bo i tak trzeba nalać i jeździć - podsumował. Oczywiście "pogotowie" działa bezpłatnie.

 

polsatnews.pl