Wyrok to finał sprawy sprzed miesiąca. Obaj Polacy - pijani po wizycie na festiwalu - na początku października kupili boczek w Tesco i poszli do meczetu. Jak zeznali w trakcie procesu, nie pamiętali swojej wyprawy do świątyni.

 

Według prokurator Carol Summers opiekun meczetu początkowo myślał, że Polacy są wiernymi. Został jednak obrzucony plastrami mięsa.

 

Później P. i Cz. zaczęli rzucać kawałkami  boczku po całym meczecie. Wkładali je także do butów wiernych, ponieważ muzułmanie zostawiają swoje obuwie przy wejściu do świątyni.

 

 

Obaj napastnicy na proces czekali areszcie.

 

"Dostało im się za kratkami"

 

Jak mówił w sądzie obrońca Cz. Philip Haworth, jego klient w następstwie swojego zachowania już ucierpiał wystarczająco - stracił pracę i mieszkanie. Wyjaśnił także, że Cz. ma na swoją obronę tylko upojenie alkoholowe, ale "wie, że to nie jest wystarczająca wymówka".

 

Broniąca P. Anna Grudzińska dodała, że jej klient już wystarczająco odpokutował w areszcie. W sądzie okazało się, że obaj Polacy zostali w areszcie zaatakowani przez muzułmańskich współwięźniów.

 

Prowadzący proces sędzia Peter Clarke był jednak nieugięty: obaj Polacy spędzą w więzieniu 8 miesięcy. - Byliście pod wpływem alkoholu, ale robiliście to, o czym bez wątpienia myśleliście na trzeźwo. Okazało się, że nietrzeźwi jesteści w stanie to zrobić - uzasadnił.

 

The Sun, polsatnews.pl