- Z tym, co w ludzkości jest najgorsze, nieodmiennie sąsiaduje najlepsze. Było to widoczne także w czasie II wojny światowej. Łączymy II wojnę z Hitlerem, ale był także Jan Karski - podkreślił Kristof w wystąpieniu podczas uroczystości na The New School University.


Do podobnych postaci, jak kurier z Warszawy, zaliczył pułkownika Witolda Pileckiego. Dziennikarz znajduje je także w dzisiejszych czasach, kiedy opisuje masakry i konflikty zbrojne. Kristof z uznaniem mówił m.in. o polskiej zakonnicy, która przez ponad 20 lat, podczas gdy innych ewakuowano, prowadziła we wschodnim Kongo szkołę i sierociniec, czy o innej szlachetnej kobiecie, którą spotkał w obozie dla wysiedleńców w Darfurze.


Wśród palących problemów, które angażowałyby dzisiaj Karskiego, laureat wymienił m.in. budzącą nieraz kontrowersje kwestię użycia siły militarnej z powodów humanitarnych, a także problem uchodźców, globalne ubóstwo, głód i choroby.


"Życzyłbym sobie, żeby ludzie słuchali tego, co mówił Karski"


 Zdaniem dziennikarza wiele trudnych problemów ciężko jest rozwiązać, jeśli nie przyciągają powszechnej uwagi. Kristof krytykował media, dla których najważniejszy jest biznes. W tym kontekście apelował, abyśmy sami nie ignorowali poważnych wyzwań; w przeciwnym razie świat nie ustosunkuje się do nich ani trochę lepiej niż za czasów Karskiego.


- Życzyłbym sobie, żeby ludzie słuchali tego, co mówił Karski w 1942 roku. Odwaga, jaką zademonstrowali tacy, jak on, Witold Pilecki, który ukradkiem wdarł się do Auschwitz, a także inne osoby z polskiego ruchu oporu, inspirowała i dodawała wiary. Jak się jednak okazuje to, że informacje, które przekazywali, docierały do decydentów, nie wystarczało - przyznał Kristof.


"Nigdy nie odwraca wzroku od sytuacji kryzysowych"


Komentator "New York Timesa" za jeden z ważnych problemów, w obliczu których również dziś stoi społeczność międzynarodowa, uznał utrzymującą się z różnych powodów obojętność przywódców wobec światowych kryzysów humanitarnych. - Tym bardziej ważne jest, aby ludzie protestowali, jak Karski w 1942 roku. Jego postawa dostarcza nam pouczającej lekcji w czasie, gdy mamy do czynienia z jednym humanitarnym kryzysem za drugim - ocenił Kristof.


 Uzasadniając decyzję o nagrodzie dla amerykańskiego dziennikarza prezes JKEF Andrzej Rojek zaznaczył, że podobnie jak Jan Karski, Nicholas Kristof wielokrotnie narażał się na niebezpieczeństwo będąc w samym centrum wydarzeń, by potem zdać relację z dziejących się na jego oczach tragedii. - W swoich świetnych reportażach nigdy nie odwraca wzroku od sytuacji kryzysowych, czy to opisując najdalsze zakątki świata, czy też skupiając się na problematyce nierówności społecznych i rasowych w Stanach Zjednoczonych - wskazał Rojek.


Laureat Pulitzera


 Spirit of Jan Karski Award otrzymują osoby angażujące się w walkę z łamaniem praw człowieka oraz przyczyniające się do budowy otwartego i tolerancyjnego społeczeństwa.


 Kristof, którego ojciec Władysław Krzysztofowicz urodził się w Polsce i działał w podziemiu, znany jest zwłaszcza z komentarzy w dziale "Op-ed" publikowanych na stronie nowojorskiej gazety. Podejmuje tematykę konfliktów zbrojnych, prześladowań, losu uchodźców, niesprawiedliwości społecznej, itp.


Za teksty poświęcone protestom chińskich studentów na Placu Tiananmen w Pekinie, a także ludobójstwu w Darfurze komentator otrzymał dwie prestiżowe Nagrody Pulitzera. Jest też laureatem wielu innych wyróżnień oraz autorem bestsellerów, które pisze wraz z żoną Sheryl WuDunn.


JKEF to kontynuatorka organizacji Jan Karski US Centennial Campaign, która zabiegała skutecznie o pośmiertne uhonorowanie emisariusza Państwa Podziemnego przez prezydenta USA Baracka Obamę Medalem Wolności, najwyższym cywilnym odznaczeniem amerykańskim. W czasie II wojny światowej Karski (1914-2000) z narażeniem życia przekazywał informacje zachodnim sojusznikom o niemieckich zbrodniach w okupowanej Polsce.

 

PAP