- Jesteśmy gotowi, by przedłożyć projekt w parlamencie - mówił Yildirim na spotkaniu z członkami swojego ugrupowania.


Premier zaznaczył, że aby uzyskać niezbędną większość i wprowadzić proponowane zmiany w konstytucji, "ważne jest poparcie nacjonalistycznej opozycji". Zmiany te zwieńczyłyby długotrwałe wysiłki władz, by zmienić turecką konstytucję i znacznie zwiększyć uprawnienia prezydenta, do czego od dawna dąży urzędujący szef państwa Recep Tayyip Erdogan.


Opozycja przeciw


W połowie października turecki minister sprawiedliwości Bekir Bozdag mówił, że "z wypowiedzi szefa MHP (Nacjonalistycznej Partii Działania, Devleta) Bahcelego wnioskuje, iż ugrupowanie poparłoby w głosowaniu w parlamencie propozycję wprowadzenia systemu prezydenckiego". MHP dysponuje 40 mandatami w liczącym 550 miejsc parlamencie, w którym AKP ma 317 deputowanych. Jednocześnie zapowiadanej zmianie systemu sprzeciwiają się dwa największe ugrupowania opozycyjne - Partia Ludowo-Republikańska (CHP), mająca 134 mandaty w parlamencie, oraz prokurdyjska Ludowa Partia Demokratyczna (HDP; 59 mandatów).


Premier odniósł się we wtorek również do krytyki działań tureckich władz ze strony przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza. W poniedziałek policja w Turcji zatrzymała dziennikarzy opozycyjnego tureckiego dziennika "Cumhuriyet", co zostało ocenione przez społeczność międzynarodową jako łamanie wolności prasy. Szef PE na Twitterze określił te działania jako przekroczenie "kolejnej czerwonej linii".


"Jakie znaczenie ma wasza czerwona linia?"


- Turcja nie zwraca uwagi na europejskie „czerwone linie” dotyczące wolności prasy - oświadczył Yildirim, dodając, że "to ludzie wytyczają czerwone linie". - Jakie znaczenie ma wasza czerwona linia? - pytał, po czym zapewnił: "w Turcji nie ma problemów z wolnością prasy. W tym nie możemy się zgodzić z naszymi europejskimi przyjaciółmi. Oni zawsze przywołują kwestie wolności prasy, gdy mowa o naszych działaniach w walce z terroryzmem".


Według ekspertów nieudana próba wojskowego zamachu stanu z 15 lipca pozwoliła oskarżanemu o autorytaryzm Erdoganowi wzmocnić swoją pozycję w kraju. Po próbie puczu, za którym stała część armii, uznającej się za strażniczkę świeckości republiki, Ankara rozpoczęła czystki na bezprecedensową skalę - ok. 100 tys. osób zostało zawieszonych w obowiązkach bądź straciło pracę. Zwolnienia objęły wojsko, policję, sądownictwo, urzędy państwowe, edukację, media, służbę zdrowia.

 

PAP