Na tydzień przed wyborami prezydenckimi Clinton prowadzi w poniedziałek kampanię w Ohio - jednym z kluczowych stanów wahadłowych. Demokratka starała się minimalizować szkody, jakie jej kampanii wyrządziła w piątek wiadomość o wznowieniu przez FBI dochodzenia w sprawie używania przez nią prywatnego serwera pocztowego, gdy była sekretarzem stanu USA w latach 2009-13.


- Nie szukam usprawiedliwienia. To był błąd, którego żałuję - powiedziała Clinton. Wyraziła przekonanie, że nowe maile, do których dotarła FBI, nie zmienią decyzji agencji z lipca, gdy dyrektor FBI James Comey ogłosił, że choć Clinton dopuściła się "skrajnego niedbalstwa", to nie złamała jednak prawa i nie zasługuje na postawienie jej formalnych zarzutów. - Jestem pewna, że dojdą do tego samego wniosku co wówczas - powiedziała.


Nieprzyzwoite wiadomości do nieletniej


W piątek dyrektor FBI wstrząsnął kampanią faworytki w wyścigu do Białego Domu, informując w krótkim liście do Kongresu o wznowieniu dochodzenia ws. maili Clinton. Poinformował, że przy okazji innego dochodzenia agencja dotarła do nowych maili, które "mogą mieć związek" z zamkniętym w lipcu dochodzeniem ws. Clinton. W poniedziałek agencja rozpoczęła ich analizę pod kątem tego, czy zawierają tajne informacje. Nie wiadomo jednak, czy uda się ją zakończyć do dnia wyborów - 8 listopada.


Media, powołując się na anonimowe źródła, podały, że chodzi o tysiące maili znalezionych na komputerze należącym do męża najbliższej współpracowniczki Clinton Humy Abedin - byłego kongresmena Anthony'ego Weinera, podejrzanego o wysyłanie nieprzyzwoitych maili do nieletniej dziewczynki. Abedin i Weiner są w separacji od sierpnia.


Szef FBI w ogniu krytyki


Clinton przyznała w poniedziałek, że FBI "chce zbadać maile jednego z członków jej ekipy", ale nie potwierdziła, że chodzi o Abedin. Dziennikarze zauważyli, że od trzech dni Abedin, która dotychczas nie zostawiała Clinton na krok, nie towarzyszy kandydatce Demokratów w kampanii.


Tymczasem nie milknie debata na temat tego, czy Comey postąpił słusznie informując o wznowieniu dochodzenia na 11 dni przed wyborami. Zwłaszcza, że mówiąc o wznowieniu śledztwa, nie podał żadnych szczegółów i nie powiedział, co w tych  mailach się znajduje; co więcej sam przyznał, że mogą one okazać się nieważne dla sprawy.


Liberalni komentatorzy oraz anonimowi przedstawiciele ministerstwa sprawiedliwości zwracają uwagę, że Comey, Republikanin nominowany na dyrektora FBI przez prezydenta Baracka Obamę, zerwał z wieloletnią praktyką obowiązującą w Departamencie Sprawiedliwości, by nie komentować trwających dochodzeń, ani nie podejmować żadnych działań, które mogą wpłynąć na wybory.


Comey znalazł się w ogniu krytyki ze strony obozu zwolenników Demokratki, którzy uważają, że dyrektor FBI wmieszał się w demokratyczny proces wyborczy, bo dostarczył amunicji jej krytykom, rzucając na nią na 10 dni przed wyborami niejasne podejrzenia bez podania konkretów.


"Nie próbował wpłynąć na wynik wyborów"


Dyrektora FBI gorąco chwalą natomiast Republikanie. W lipcu ostro krytykowali go, gdy zamknął śledztwo bez postawienia Clinton zarzutów.


Rzecznik Białego Domu Josh Earnest powiedział w poniedziałek, że "nie będzie ani krytykować, ani chwalić dyrektora Comey'a". Zapewnił, że Obama wciąż ma do niego pełne zaufanie.


- Prezydent Obama nie uważa, że dyrektor Comey próbował wpłynąć na wynik wyborów - powiedział Earnest. Przyznał jednocześnie, że istnieje "stara tradycja", by unikać publicznych komentarzy na temat trwających dochodzeń.

 

PAP