Petro Poroszenko, biznesmen, stojący na czele imperium czekolady przed objęciem prezydentury w maju 2014 roku, zadeklarował, że jest właścicielem ponad 100 firm w różnych krajach, w tym Rosji.

 

Powiadomił także, że w banku ma zdeponowane ok. 24 mln euro, a od "każdego centa zapłacił należne podatki do budżetu Ukrainy".

 

"Co się tyczy mojej deklaracji, od razu chcę zauważyć, że cały mój majątek ruchomy i nieruchomości - mieszkania, ziemia, samochody, obrazy i biżuteria - został zakupiony (nie wydzierżawiony) przed objęciem urzędu. Co więcej, w zasadzie majątek został nabyty w czasie, kiedy nie pełniłem jeszcze służby publicznej" - napisał prezydent na Facebooku w niedzielę wieczorem.

 

Mają wszystko - od zegarków po relikwie świętych

 

Ukraińscy urzędnicy deklarowali w swoich oświadczeniach luksusowe zegarki, dzieła sztuki czy miliony dolarów w gotówce, podczas gdy minimalna pensja w kraju wynosi równowartość 56 dolarów miesięcznie, a średnie wynagrodzenie to ok. 200 dolarów miesięcznie. Wśród najbardziej niecodziennych pozycji znalazły się np. relikwie jednego z prawosławnych świętych i bilet na pierwszy komercyjny lot w kosmos.

 

Przyjęcie ustawy nakładającej obowiązek składania oświadczeń majątkowych było wymogiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który zapewnia Ukrainie pomoc finansową; celem deklaracji ma być zagwarantowanie transparentności i walka z korupcją.

 

Termin złożenia oświadczeń upłynął w niedzielę.

 

PAP