Nieznany mężczyzna uciekł w trakcie ewakuacji sali, ale funkcjonariusze rozpoznali go dzięki nagraniom z monitoringu. Mimo to wciąż nie udało się go zatrzymać.

 

Przed rozrzuceniem prochów mężczyzna informował o swoich zamiarach innych widzów - poinformowała policja. Nikt jednak nie zareagował.

 

John J. Miller z nowojorskiej policji przyznał także, że zbiegły mężczyzna nie działała z pobudek przestępczych, ale złamał miejskie regulacje dotyczące warunków sanitarnych w miejscach publicznych.

 

"Oddajcie mi pieniądze"

 

Publiczność początkowo była całkowicie zdezorientowana. Rozpoczęcie finałowego aktu przeciągało się, wreszcie dołek dla członków orkiestry - umiejscowiony tuż przed sceną - został odcięty przez ochroniarzy, a goście zostali poinformowani, że nie obejrzą sztuki do końca.

 

Władze opery zdecydowały się na taki krok ze względów bezpieczeństwa, ale nieświadomi sytuacji widzowie zaczęli buczeć, a jeden z nich krzyknął, że chce odzyskać swoje pieniądze.

 

Fotografię z feralnego przedstawienia zamieścił na Twitterze Vincent Lionti, który grał tego dnia na altówce.

 

Futerał w areszcie

 

 

"Mój futerał (czarna pokrywa) ciągle tam jest!" - napisał na Twitterze. Muzycy długo nie mogli odebrać swoich instrumentów - do zakończenia czynności policyjnych.

 

Osoby, które miały bezpośrednią styczność z prochami, trafiły do szpitala. Po przebadaniu wypuszczono je.

 

New York Times, polsatnews.pl