Agencje podają sprzeczne informacje: wcześniej informowały, że cel nalotów to kwatera główna sił bezpieczeństwa znajdująca się w mieście portowym Al-Hudajda nad Morzem Czerwonym, w której były ośrodki karne. Według agencji AFP chodzi jednak tylko o jedno więzienie oraz budynki publiczne, a EFE pisze o kompleksie budynków policyjnych.

 

Wśród zabitych są więźniowie oraz pracownicy ochrony, kilkadziesiąt osób jest rannych; w chwili nalotu w budynkach tych przetrzymywanych było co najmniej 120 więźniów - podaje EFE. Większość ofiar to przeciwnicy ruchu Hutich - podaje AFP powołując się na anonimowe źródła.

 

Według wcześniejszego bilansu zginęło co najmniej 30 osób.

 

Port i całe miasto Al-Hudajda opanowane jest przez siły szyickich rebeliantów z ruchu Huti, którzy w 2014 roku przejęli kontrolę nad stolicą Jemenu, Saną oraz znacznymi obszarami na północy kraju.

 

"Plan ONZ wynagradzał rebeliantów"

 

Do ataku doszło w dniu, kiedy prezydent Jemenu Abd ar-Rab Mansur Al-Hadi odrzucił proponowany przez ONZ plan pokojowy, mający zakończyć trwający od 2014 roku konflikt w kraju. Zdaniem prezydenta plan ten wynagradzał rebeliantów.

 

Jemen pogrążony jest w chaosie od 2011 roku, kiedy wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Ali Abda Allaha Salaha położyła kres społeczna rewolta. Tylko południowa część kraju wraz z Adenem podlega rządowi popieranemu przez Arabię Saudyjską, Stany Zjednoczone i arabską koalicję sunnicką. Koalicja ta od marca 2015 roku zwalcza powiązany z Iranem ruch Huti, którego celem jest obalenie prezydenta Al-Hadiego i przywrócenia rządów Salaha.

 

W wyniku tego konfliktu ok. 7 tys. osób zginęło, 35 tys. zostało rannych, a ponad trzy miliony musiało opuścić swoje domy.

 

PAP