Zanim doszło do ostrej wymiany zdań z publicznością, Terlikowski rozmawiał z prowadzącą program Agnieszką Gozdyrą na temat wygłaszanych przez siebie kontrowersyjnych poglądów. Stwierdził, że nikogo nie obraził i bardzo trudno go obrazić.

 

"Nie nazwałem Alicji Tysiąc Adolfem Eichmannem"

 

- Uważam, że jeśli dyskusja ma być ciekawa, jeśli ma się toczyć, to musi być wyrażaniem swoich poglądów, do końca, a nie udawaniem – zaznaczył.

 

- To nieprawda, że pan nie obraża innych, był pan pozwany przez ludzi, którzy czuli , że naruszył pan ich godność – zaznaczyła Agnieszka Gozdyra, przywołując nazwisko Alicji Tysiąc. W tekście jej poświęconym publicysta wspomniał o hitlerowskim zbrodniarzu Adolfie Eichmannie, a sąd uznał, że dziennikarz musi przeprosić Tysiąc, bo naruszył jej "dobre imię".

 

- Nie chciałbym wypowiadać się na temat Alicji Tysiąc. Z różnych powodów. Proces zakończył się albo wygraną obojga albo przegraną obojga. Musiałem opublikować przeprosiny, o które pani Alicja nie poprosiła. Tak naprawdę chodziło przecież o pieniądze, ale nie musiałem płacić – zaznaczył.

 

Sprostował również, że nie nazwał Alicji Tysiąc Adolfem Eichmannem. - To była fraza skierowana do kogoś zupełnie innego, nie powiem do kogo, bo będę miał następny proces - wytłumaczył.  

 

Zbyt ostre porównanie

 

Gość „Skandalistów” podkreślił też, że nikogo nie obraził. - Jeżeli ktoś mi mówi, że coś jest zgodne z prawem i w zw. z tym nie może być ocenianie moralnie, to ja odpowiadam, że działalność Eichmanna była zgodna z prawem i może być oceniania moralnie - argumentował.

 

Jak dodał, sąd uznał, że jego porównanie było zbyt ostre, z czym ma prawo się nie zgadzać.

- Czy to znaczy, że pana przeprosiny były nieszczere? - wtrąciła Gozdyra.

 

- Sąd mi nie nakazał szczerych przeprosin ani nieszczerych, tylko przeprosiny – odpowiedział jej rozmówca.

 

W programie poruszono również wątek wpisu w mediach społecznościowych, w którym Terlikowski sugerował, że kobiety uczestniczące w Czarnym Proteście powinny założyć mundur SS. Po przemyśleniu oraz - jak wyznał - po modlitwie, wpis ten Terlikowski jednak usunął.

 

- Przeprosiłem za to, ale uważam, że nikogo konkretnego nie obraziłem. Jeśli ktoś uważa, że silniejsi mogą zabijać słabszych, to był to wpis do niego i może się czuć obrażony, ale on powinien zostać wykluczony z debaty - tłumaczył. Dodał, że "nie wolno zabijać żadnego człowieka".

 

"Miałam być abortowana"

 

Wówczas do studia weszła publiczność, a wśród niej pani Agnieszka, która jak wyjaśniła, urodziła się "z jednej z trudnych ciąż, o których się ostatnio tyle mówi".

 

 

- Miałam być abortowana, i pan pewnie uważa, że to jest świetnie, że nie zostałam. Ja i wiele innych osób mamy ogromny problem z tym, że się jednak urodziliśmy, ponieważ wytwarza to problemy na ogromną skalę - powiedziała.

 

Opowiadała, że była szkalowana i wyśmiewana w szkole i po takich przeżyciach ludziom dopiero w wieku ponad 40 lat udaje się psychicznie dojść do siebie.

 

- To prawda, że w naszym społeczeństwie zdarza się odrzucenie inności, osób niepełnosprawnych. Tylko to nie jest argument za tym, żeby te osoby zabijać. Zakażmy zabijania wszystkich, a dopiero później walczmy z takim odrzuceniem. Trzeba z tym walczyć. Pani Agnieszka może być w tym programie i mówić o swoim problemie dlatego, że żyje – stwierdził i dodał, że nie wie ona, "ile dobra, piękna, wspaniałych rzeczy wywołało jej cierpienie".

 

W tym momencie do dyskusji dołączyły inne kobiety z publiczności. – Nie mogę się zgodzić. Jestem  dzieckiem niepełnosprawnej matki. Przez 25 lat, to była codzienna walka o wstanie z łóżka, z depresją. Proszę mi nie mówić, że to jest szczęście, że to ubogaca - oświadczyła.

 

- Czy próbuje pan wpisać cierpienie w prawo? - wtrąciła inna. Obowiązek heroizmu, to zmuszanie innych do cierpienia, zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci, wbrew wyborom, jakie podjęłyby wraz z rodzinami.

 

Terlikowski odpowiedział pytaniem: A kiedy po narodzinach okazuje się, że dziecko będzie bardzo chore, albo w trakcie porodu staje się niepełnosprawne, to pani zdaniem takie dziecko można zabić?  

 

Nie przyjął "cebulowego macho"

 

Na koniec programu Agnieszka Gozdyra chciała wręczyć Terlikowskiemu statuetkę cebulowego macho, ale gość jej nie przyjął.

 

O tym, żeby statuetka z tym tytułem trafiła do jego rąk zdecydowała w poprzednim programie Joanna Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej. - Nie tylko za swoje teksty, które powiedział w tym roku. Terlikowski obraził nie tylko mnie, ale obraził wiele kobiet w Polsce - uzasadniła swój wybór.

 

Scheuring-Wielgus o "cebulowym macho" napisała w jednym ze swoich felietonów. Podkreśliła w nim, że należałoby w Polsce przyznawać nagrodę "szowinisty roku".

  

Polsat News