- Nie znamy faktów i dlatego wzywam FBI do ujawnienia wszystkich informacji, jakie posiada - powiedziała w piątek wieczorem dziennikarzom Clinton, podczas krótkiej konferencji w Des Moines w Iowa, gdzie prowadziła tego dnia kampanię.

 

Podkreśliła też, że Amerykanie zasługują na to, by wiedzieć więcej przed wyborami prezydenckimi 8 listopada. - Nawet dyrektor Comey przyznał, że te nowe informacje mogą nie mieć dużego znaczenia, więc ujawnijmy to wszystko - zaapelowała.

 

Clinton wypowiadała się kilka godzin po tym, jak Federalne Biuro Śledcze niespodziewanie ogłosiło, że wznawia dochodzenie ws. używania przez nią w okresie, gdy była sekretarzem stanu USA, prywatnego serwera mailowego w celach służbowych, co było niezgodne z zasadami Departamentu Stanu i mogło narazić na szwank tajemnice państwowe.

 

Była sekretarz stanu ze spokojem mówiła, że jest pewna, iż śledczy nie znajdą niczego, co mogłoby zmienić decyzję FBI z lipca, gdy agencja po niemal rocznym dochodzeniu uznała, że nie ma podstaw, by postawić jej zarzuty karne. Ale wiadomość, która pojawiła się zaledwie 11 dni przed wyborami, musiała wstrząsnąć kampanią.

 

Clinton zapewniała dziennikarzy, że dowiedziała się o wszystkim dopiero w piątek, po tym jak Comey wysłał list do kongresmenów, informując ich o decyzji o wznowieniu dochodzenia. Niektórzy komentatorzy już okrzyknęli tę decyzję mianem "październikowej niespodzianki", która w sposób nieprzewidywalny może wpłynąć na losy wyborów.

 

Zdobyli nową korespondencję przypadkiem

 

W liście do członków komisji ds. sprawiedliwości Izby Reprezentantów Comey poinformował, że pracując nad zupełnie inną sprawą, FBI weszło w posiadanie nowych maili, które wydają się mieć związek z zamkniętym wcześniej dochodzeniem ws. Clinton. "Zostałem o tym poinformowany wczoraj i zgodziłem się, że FBI musi podjąć odpowiednie kroki (...) by ustalić, czy (maile) zawierają tajne informacje, a także by ocenić ich wagę dla śledztwa" - napisał Comey. Zastrzegł, że nie może przewidzieć, "jak długo potrwa ta dodatkowa praca".

 

Dramatu całej sprawie dodaje fakt, że - jak ujawniły anonimowe źródła rządowe - nowe maile pochodzą z urządzenia należącego do byłego nowojorskiego kongresmena Anthony'ego Weinera, męża najbliższej współpracownicy Clinton, Humy Abedin. Służby natrafiły na maile prowadząc śledztwo ws. nielegalnych wiadomości tekstowych wysyłanych przez Weinera do 15-letniej dziewczyny z Karoliny Północnej. Weiner i Abedin od sierpnia żyją w separacji. Telewizja NBC podała, że FBI znalazła tysiące maili na laptopie należącym do Weinera i Abedin.

 

Szef kampanii Clinton John Podesta także wezwał Comey'a by podał więcej informacji na temat maili. - To nadzwyczajne, że mamy do czynienia z czymś takim zaledwie 11 dni przez wyborami prezydenckimi - dodał.

 

Oburzenie wyrazili również inni Demokraci. "To naprawdę nieodpowiedzialne, by nie powiedzieć, o co chodzi" - napisał na Twitterze były doradca prezydenta Baracka Obamy David Axelrod.

 

Sam Obama, który w piątek prowadził kampanię na rzecz Clinton i Demokratów w Orlando na Florydzie, nie odniósł się bezpośrednio do tematu, ale przekonywał Amerykanów, że w trwających wyborach prezydenckich wybór jest "oczywisty".

 

"Niedbalstwo" czy realne zagrożenie dla kraju

 

FBI przez prawie rok prowadziło dochodzenie, by ustalić, czy używanie przez Clinton prywatnej skrzynki i serwera do celów służbowych w czasie, gdy była sekretarzem stanu (2009-13), naraziło na szwank tajemnice państwowe. W lipcu Comey powiedział, że Clinton dopuściła się "skrajnego niedbalstwa". Słabsze zabezpieczenie prywatnego serwera ułatwiało bowiem ewentualne włamanie się do systemu. Niemniej jednak Comey nie zarekomendował postawienia Clinton zarzutów karnych, tłumacząc, że nie ma żadnego dowodu na to, że Clinton albo jej współpracownicy zamierzali złamać prawo, tak samo, jak nie ma dowodu, że hakerzy włamali się na jej konto clintonemail.com.

 

Sprawa wywołała wielki skandal w USA i położyła się cieniem na kampanię prezydencką.

 

Prezent dla Trumpa

 

Nominowany przez Partię Republikańską na prezydenta USA Donald Trump wyraził w piątek podziw dla "odwagi" FBI, że wznowiło śledztwo przeciw demokratycznej kandydatce na prezydenta. - Korupcja Hillary Clinton jest tak wielka, że nigdy przedtem czegoś takiego nie widzieliśmy. Nie możemy pozwolić, aby swoje kryminalne intrygi przeniosła do Gabinetu Owalnego. Mam wielki szacunek dla tego, że FBI i departament sprawiedliwości są gotowe, by mieć odwagę naprawienia potwornego błędu, który popełnili - powiedział Trump.

 

Wcześniej zapowiadał, że jeśli wygra wybory, to powoła specjalnego prokuratora, by prześwietlić sprawę maili Clinton, dodając, że jego zdaniem kandydatka Demokratów na prezydenta powinna trafić do więzienia.

 

PAP