Od czasu przyjazdu do Niemiec jedna z córek Ghazii wyszła za mąż i przeprowadziła się do Arabii Saudyjskiej, jednak mężczyźnie pozostaje wciąż do utrzymania 22 dzieci. Na wszystkie pobiera zasiłek, bo, jak sam przyznaje, posiadanie czterech żon wiąże się z licznymi "obowiązkami".

 

- Ciągle kursuję między rodzinami - wyznaje Ghazia - ale chciałbym móc pracować.

 

"Oficjalna rodzina"

 

Zgodnie z niemieckimi przepisami Syryjczyk zmuszony był wybrać jedną z kobiet jako swoją "oficjalną małżonkę", podczas gry reszta określana jest w dokumentach jako "partnerki". Władze Montabaur, w kraju związkowym Nadrenia-Palatynat, gdzie mieszka uchodźca, zadbały jednak o to, by "partnerki" mieszkały w sąsiedztwie wspólnego męża.

 

- Według naszej religii muszę poświęcać każdej rodzinie tyle samo czasu i uwagi tak, by nie faworyzować żadnej z nich - wyjaśnia mężczyzna.

 

Przypadek Syryjczyka zbulwersował Niemców i dał kolejne argumenty przeciwnikom przyjmowania uchodźców.

 

rt.com, polsatnews.pl