- Kontrolujemy miejsca stacjonarnej sprzedaży dopalaczy, rekwirujemy oferowany w nich towar, zamykamy sklepy i wydajemy decyzje administracyjne, które sankcjonują nasze działania. W 145 przypadkach wydano decyzje administracyjne dotyczące dalszych postępowań w sprawie dopalaczy - podkreśliła wojewódzka inspektor sanitarna Urszula Sztuka-Polińska.

 

Z badań inspekcji sanitarnej wynika, że w dopalaczach można znaleźć "cały przekrój substancji uzależniających, które jednocześnie są bardzo szkodliwe dla ludzkiego organizmu". Proces badania próbek dopalaczy trwa dość długo, nie tylko z powodu skomplikowania samych badań. Inspekcja musi też wykazać, że zawarte w nich związki czynne są substancjami zakazanymi.

 

- Lista substancji zakazanych jest co jakiś czas modyfikowana - to są ustawy i rozporządzenia, do których musi ustosunkować się Sejm. Dopiero na tej podstawie możemy wykazać, że właściciel punktu sprzedaży dopalaczy prowadzi działalność przestępczą - wyjaśniła Sztuka-Polińska.

 

Leczenie wyzwaniem

 

Zdaniem wojewódzkiego konsultanta w dziedzinie toksykologii klinicznej dr Zbigniewa Kołacińskiego, leczenie osób zatrutych dopalaczami stanowi duże wyzwanie dla Oddziału Ostrych Zatruć Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi - nie tylko ze względu na dużą liczbę, czyli ponad 1176 przypadków zatruć tym substancjami.

 

- Ich stan kliniczny wymaga precyzyjnego nadzoru; monitorowania w warunkach intensywnej terapii. Absorbuje więc duże siły i środki, a jeśli jest to ciężkie zatrucie, z powikłaniami - także ogromne pieniądze, bo doba leczenia jednej osoby sięga ok. 2 tys. zł. Ci pacjenci wprost paraliżują naszą działalność, dlatego część z nich - ok. 300-400 osób - jest hospitalizowana w innych oddziałach - zaznaczył.

 

Zdaniem dr Kołacińskiego ok. 30 proc. trafiających na toksykologię pacjentów jest w stanie ciężkim. "Nowe narkotyki mają to do siebie, że paraliżują układ immunologiczny, dlatego często już w ciągu pierwszej doby po ich zażyciu występują ciężkie infekcje płucne. To wymaga bardzo bogatej antybiotykoterapii, leczenia respiratorem. Ale są też uszkodzenia wielonarządowe - nerek, wątroby. Odrębnym problemem są uszkodzenia neurologiczne - można wymienić tu cały szereg jednostek chorobowych, przez które ludzie ci wypadają z normalnego życia społecznego" - dodał.

 

"Rekordzista" wrócił po 40 minutach

 

Jedna trzecia osób zatrutych dopalaczami to osoby uzależnione, regularnie wracające na toksykologię. Według dr Kołacińskiego, "rekordzistą" był pacjent leczony z zatrucia przez kilka godzin, który - po wypisaniu ze szpitala - został do niego przywieziony już po 40 minutach.

 

- Tyle czasu zajęło mu odnalezienie dilera i przyjęcie narkotyku. Inni pacjenci są przez nas hospitalizowani dwa-trzy razy w tygodniu - podkreślił toksykolog.

 

PAP