Na szczycie NATO w Warszawie w lipcu 2016 r. ustalono, że Sojusz wyśle do Polski i państw bałtyckich cztery wielonarodowe batalionowe grupy bojowe. Oddział, który trafi do Polski, będzie stacjonował w Orzyszu (Warmińsko-Mazurskie) w północno-wschodniej części kraju. W czwartek w kwaterze głównej NATO w Brukseli zakończyło się spotkanie ministrów obrony Sojuszu, poświęcone głównie realizacji ustaleń z Warszawy.

 

Dziennikarze z krajów bałtyckich pytali Stoltenberga, czy nie obawia się, że tzw. przesmyk suwalski, czyli kilkudziesięciokilometrowy odcinek granicy polsko-litewskiej w sąsiedztwie obwodu kaliningradzkiego i Białorusi, uniemożliwi NATO przyjście z pomocą Bałtom w razie ewentualnego konfliktu.

 

"Jesteśmy świadomi istnienia przesmyku suwalskiego"

 

- Bierzemy pod uwagę to wyzwanie przy naszym planowaniu wojskowym. Jesteśmy świadomi istnienia przesmyku suwalskiego. Wiemy, jak sobie z tym faktem poradzić. To jeden z powodów, dla których NATO odpowiada na wyzwania w sposób, w jaki to czyni - powiedział Stoltenberg, odnosząc się do rozmieszczenia batalionów.

 

Zapewnił też, że NATO bierze pod uwagę zdolności, które Rosja rozbudowała, by utrudnić Sojuszowi dostęp do regionu Morza Bałtyckiego. Chodzi np. o rozmieszczenie w obwodzie kaliningradzkim systemów przeciwlotniczych i artylerii rakietowej, zdolnych do rażenia celów oddalonych o wiele kilometrów od granic Rosji.

 

- Bierzemy to pod uwagę, gdy prowadzimy NATO-wskie planowanie obronne. Jednym z powodów, dla których zwiększamy naszą obecność (wojskową) we wschodniej części NATO, a także zwiększamy jakość i gotowość bojową naszych sił, jest to, że musimy sobie radzić ze zdolnościami antydostępowymi Rosji - powiedział sekretarz generalny NATO w rozmowie z reprezentantami mediów z państw, w których stacjonować będą bataliony NATO, i tych, które wyślą swoje oddziały na wschodnią flankę.

 

Stoltenberg dodał, że w zakresie zdolności antydostępowych Sojusz nie będzie naśladował tego, co robi Rosja, lecz będzie odpowiadał w sposób umiarkowany i odpowiedzialny.

 

Najpierw rozmieszczenie batalionów na wschodniej flance

 

Na pytanie, jakie decyzje szczytu w Warszawie NATO będzie realizowało w dalszej kolejności, po rozmieszczeniu batalionów w Polsce i państwach bałtyckich, Stoltenberg wskazał na wzmocnienie tzw. sił do użycia w dalszej kolejności oraz poprawę infrastruktury.

 

- Najbliższa decyzja, jaką wdrażamy w życie, to ustanowienie i rozmieszczenie batalionów na wschodniej flance. Co potem? Nie podjęliśmy decyzji o jeszcze większej obecności, ale pracujemy np. nad siłami do wykorzystania w dalszej kolejności - chodzi o ich jakość, szkolenie i interoperacyjność - a także pracujemy nad takimi rzeczami jak infrastruktura oraz rozmieszczenie sprzętu i uzbrojenia - powiedział sekretarz generalny NATO.

 

Doktryna Sojuszu: pierwsza na pomoc tzw. szpica

 

Zgodnie z doktryną Sojuszu, jeżeli jakieś państwo zostanie zaatakowane, w pierwszej kolejności przybędą mu z pomocą Siły Odpowiedzi NATO (ang. NRF), których częścią jest tzw. szpica, czyli siły bardzo wysokiej gotowości (są one zdolne do reakcji w ciągu tygodnia, podczas gdy pozostałe oddziały NRF mają wkraczać do akcji w dłuższym odstępie czasu). Gdyby NRF, liczące 40 tys. żołnierzy, okazały się niewystarczające, do akcji miałyby wkroczyć kolejne oddziały państw Sojuszu nazywane przez planistów z NATO siłami do wykorzystania w dalszej kolejności (ang. Follow On Forces).

 

Po wybuchu kryzysu na Ukrainie NATO w 2014 r. na szczycie w Newport w Walii rozpoczęło reformę NRF; jej częścią było m.in. utworzenie tzw. szpicy.

 

- Gdy tylko poprawiliśmy i zwiększyliśmy gotowość NRF, zaczynamy proces poprawiania jakości sił do wykorzystania w dalszej kolejności. Zastanawiamy się, jak częściej przeprowadzać ich ćwiczenia, jak podnieść ich gotowość. To część ogólnego wzmacniania odstraszania i obrony NATO - powiedział Stoltenberg.

 

Kryptonimem Sea Guardian - zwalczanie przemytników migrantów

 

Na koniec dwudniowego spotkania ministrów obrony Sojuszu w Brukseli Soltenberg oświadczył o decyzji dotyczącej operacji na Morzu Śródziemnym pod kryptonimem Sea Guardian. Zgodę na jej rozpoczęcie dali przywódcy państw NATO na szczycie w Warszawie. Jak powiedział Stoltenberg, NATO poprzez Sea Guardian wesprze unijną misję Sophia, której celem jest zwalczanie przemytników migrantów z Afryki Północnej do Europy.

 

- Wczoraj wieczorem sojusznicy zdecydowali, że nowa operacja NATO Sea Guardian wesprze operację UE Sophia. W ciągu dwóch tygodni okręty i samoloty NATO będą w centralnej części Morza Śródziemnego gotowe do udzielenia pomocy unijnej operacji Sophia, jeśli chodzi o obraz sytuacji i wsparcie logistyczne - powiedział w czwartek Stoltenberg na konferencji prasowej w kwaterze głównej NATO. Podkreślił przy tym, że sytuacja w regionie Morza Śródziemnego pozostaje bardzo poważna.

 

Przedłużono misję na Morzu Egejskim

 

Stoltenberg poinformował, że do tej pory Grecja i Turcja zadeklarowały, że od 7 listopada wyślą do udziału w operacji Sea Guardian swoje okręty, a Grecja, Włochy, Hiszpania i Turcja - samoloty patrolowe. Wsparcie rozważają inni sojusznicy, w tym także państwa NATO, które nie należą do UE - powiedział sekretarz generalny.

 

Stoltenberg oświadczył, że NATO zdecydowało się także przedłużyć swoją misję na Morzu Egejskim, która rozpoczęła się w marcu 2016 r. Podkreślił przy tym, że dzięki niej zmniejszył się napływ migrantów z Turcji do Europy przez Grecję.

 

PAP