- W ocenie biegłych przyczyną zgonu Agnieszki W. były urazy zadane w okolicy głowy tępo-krawędzistym narzędziem. Przedmiot, który ewentualnie służył do zadania ciosów, został zabezpieczony i przekazany w celu wykonania specjalistycznych badań - dodała Niziołek.

 

Jak powiedziała, w mieszkaniu nie było oznak walki, a zwłoki kobiety leżały na łóżku.

 

Rodzina miała długi, ale "nie znaczące"

 

- Ciało Roberta W. było w znacznym stopniu rozczłonkowane, przez co nastąpiły trudności w przeprowadzeniu sekcji zwłok. Nie udało się pobrać krwi czy moczu z ciała mężczyzny - powiedziała Niziołek.

 

Z informacji, jaką posiada prokuratura wynika, że zarówno mężczyzna, jak i jego dzieci, żyli w momencie wypadku i mieli zapięte pasy. Wszyscy uczestnicy wypadku mieli przy sobie dokumenty. Wiadomo także, że w dniu wypadku żadne z dzieci nie było w szkole, a najmłodsze - w przedszkolu. - Ojciec wraz z dziećmi był widziany około godz. 10 we wtorek w Zgorzelcu - powiedziała Niziołek.

 

- W dalszym ciągu trwają przesłuchiwania świadków, które mogą wskazać na relację pomiędzy małżonkami, a także ich związki z dziećmi. Badamy sytuację finansową tej rodziny, albowiem w trakcie oględzin mieszkania zabezpieczono m.in. dokumenty wskazujące na obciążenia finansowe rodziny. Nie były one jakieś znaczące, ale faktycznie mieli kredyty i inne zobowiązania - stwierdziła rzecznik prokuratury.

 

Tragiczny wypadek

 

We wtorek ok. godz. 12 na drodze wojewódzkiej nr 352 w miejscowości Działoszyn, na trasie Zgorzelec-Bogatynia samochód osobowy prowadzony przez Roberta W. zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z nadjeżdżającym tirem. W wypadku zginął 44-letni kierowca auta  oraz troje dzieci, które z nim podróżowały. Z relacji świadków wynika, że samochód kierowany przez W. jechał z bardzo dużą prędkością.

 

Później w mieszkaniu mężczyzny policja znalazło ciało jego żony. Kobieta - według biegłych - zginęła we wtorek rano.

 

Polsat News