Gdańska fundacja od 10 lat prowadziła ośrodek zapewniający całodobową opiekę osobom niepełnosprawnym, przewlekle chorym lub osobom w podeszłym. Dzialałność tę wykonywała bez zezwolenia wojewody, za co nałożono na nią dwie kary o łącznej wartości 50 tys zł.

 

Fundacja nie zapłaciła żadnej z nich. W związku informacjami o nieprawidłowościach w ośrodku, w tym o głodzeniu pensjonariuszy, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Rumi postanowił przeprowadzić w nim kontrolę.

 

"Kontrole nie doszły do skutku ze względu na niewpuszczenie kontrolerów do placówki przez Prezesa Fundacji" - napisała Anna Zając z urzędu wojewódzkiego.

 

Zalegali z czynszem

 

Fundacja od dwóch lat zalegała z czynszem za wynajem domu na łączną kwotę ponad 60 tys. zł oraz od sierpnia z wypłatami dla pracowników.

 

- Z prezesem fundacji nie było kontaktu - poinformowała rzecznik wojewody Małgorzata Sworobowicz. Nie odbierał korespondencji.

 

We wrześniu wojewoda wystąpił do Sanepidu o pilną kontrolę ośrodka. Powiadomił też Prokuraturę Rejonową w Wejherowie, która wszczęła śledztwo w sprawie narażenia podopiecznych placówki na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia. 

 

Fundacja prowadziła nielegalnie cztery domy - w Rumi, Wejherowie i Gdyni - te już zostały zamknięte.

 

2 Polki i 3 Ukrainki bez swoich wypłat

 

Podczas ewakuacji pensjonariuszy w domu pojawił się nie tylko prezes fundacji, ale także pracownicy domu spokojnej starości, którym przes zalegał z wypłatą od sierpnia. Pracowały tam nielegalnie 2 Polki i 3 Ukrainki - nie udało im sie doprosić o wypłatę.

 

- Prosiłam o swoją pensję dyrektora, prezesa i księgową. Dyrektor otworzył i drzwi i prawie mnie wypchnął. Przecież to Europa. Jak tak można traktować ludzi? - powiedziała jedna z Ukrainek pracujących w ośrodku.

 

Polsat News