Funkcjonariusze Guarulhos (Brazylia) tropili złodzieja, który miał mieszkać w jednej z biedniejszych dzielnic miasta.  Kiedy dotarli pod wskazany adres, okazało się, że doszło do pomyłki, a poszukiwany nigdy tam nie mieszkał.

 

Na tyłach domu policjanci natrafili natomiast na uwięzionego mężczyznę, którego zidentyfikowano jako Armanda Bezerra de Andrade. Sąsiedzi zeznali, że zaginął on 18 lat temu. Jak określili, był wówczas "cichym spokojnym nastolatkiem bitym często przez macochę" - opisuje portal sao-paolo.estado.

 

Miał jedynie łóżko i wiadro

 

Pokój, w którym był przetrzymywany, ma 16 m2 i wyposażony jest jedynie w łóżko i wiadro.

 

Ofiarę w stanie skrajnego wycieńczenia i z oznakami zaburzeń psychicznych przewieziono do lokalnego szpitala.

 

Ojcu mężczyzny, Amancio Bezerra de Andrade, postawiono zarzut bezprawnego uwięzienia i złego traktowania. Przekonuje on jednak, że syn nie był przetrzymywany wbrew własnej woli. Uzależniony od narkotyków, cztery dni wcześniej miał wrócić do domu po wieloletniej nieobecności i poprosić o zamknięcie w pokoju - tłumaczył ojciec.

 

Policja wyjaśnia sprawę. Nie wiadomo, czy zarzuty usłyszy też macocha Armanda i jego przyrodni brat, którzy również mieszkali w budynku.

 

sao-paolo.estado.com.br, BBC News