Większość deputowanych głosowała za "rozpoczęciem procesu przeciw Nicolasowi Maduro", którego celem ma być zbadanie "jego odpowiedzialności karnej i politycznej".

 

Teraz parlament ma powołać specjalną komisję, która zbada, czy prezydent działał niezgodnie z konstytucją.

 

Parlament jednocześnie wezwał Maduro, by stawił się przed izbą 1 listopada. Jak tłumaczył przedstawiciel opozycji w Zgromadzeniu Julio Borges, parlament chce, by Maduro przedstawił swoje zdanie w sprawie kierowanych pod jego adresem oskarżeń oraz udowodnił, że działa zgodnie z konstytucją i respektuje postanowienia parlamentu. Jak ocenia agencja Reutera, jest mało prawdopodobne, by prezydent odpowiedział na to wezwanie.

 

Parlament ma uprawnienia do oceny odpowiedzialności politycznej prezydenta, jednak nie może prowadzić procesu ws. usunięcia go z urzędu; to leży w gestii władz sądowych - mówił przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Henry Ramos Allup.

 

Zwolennicy prezydenta nie przejęli się

 

Socjaliści z rządu, którego szefem jest prezydent Maduro, ocenili, że głosowanie parlamentarzystów było bez znaczenia. Jak podaje agencja EFE, ich zdaniem działania Zgromadzenia Narodowego są "bezcelowe", jako że nie są wiążące, odkąd Sąd Najwyższy anulował wszystkie uchwały parlamentu do czasu zrzeczenia się mandatów poselskich przez trójkę zaprzysiężonych wbrew stanowisku Sądu deputowanych. Według Reutera jest mało prawdopodobne, by w Wenezueli - w odróżnieniu od sąsiedniej Brazylii, gdzie w sierpniu doszło do impeachmentu byłej prezydent Dilmy Rousseff - Maduro został usunięty z urzędu.

 

W poniedziałek, po mediacji Watykanu, władze w Caracas zgodziły się na podjęcie dialogu z opozycją. Jak zapowiedział specjalny wysłannik Watykanu, nuncjusz apostolski w Argentynie abp Emil Paul Tscherrig, rozmowy miałyby się rozpocząć w niedzielę na wenezuelskiej wyspie Margarita. Opozycja potwierdziła udział w rozmowach, jednak jej lider i kandydat w ostatnich wyborach prezydenckich Henrique Capriles ocenił ogłaszanie już teraz rozpoczęcia dialogu narodowego jako przedwczesne.

 

Referendum na razie nie będzie

 

W zeszłym tygodniu Krajowa Rada Wyborcza (CNE) bezterminowo zawiesiła kolejną fazę przygotowań do referendum ws. odwołania prezydenta Maduro, którego domaga się opozycja. Powodem były nieprawidłowości przy wcześniejszym zbieraniu podpisów.

 

Opozycji zależało na tym, by referendum odbyło się przed 10 stycznia 2017 roku, gdyż jeśli do tego czasu Wenezuelczycy odsunęliby Maduro od władzy, w kraju zorganizowano by przedterminowe wybory. Jeśli głosowanie zostałoby przeprowadzone później, to Wenezuelę czekałaby niewielka zmiana, bo Maduro zostałby zastąpiony przez wiceprezydenta i następne wybory odbyłyby się dopiero pod koniec 2018 roku. MUD zarzuca CNE, że celowo opóźnia proces oraz mnoży przeszkody, by chronić prezydenta.

 

Maduro został wybrany na prezydenta w kwietniu 2013 roku, a jego kadencja oficjalnie kończy się w 2019 roku. Opozycja oskarża go o prowadzenie nierozważnej i wyniszczającej kraj polityki gospodarczej, która wywołała szalejącą inflację i niedobory żywności oraz innych podstawowych artykułów.

 

Według ośrodka sondażowego Datanalisis zmiany rządu chce 80 proc. Wenezuelczyków.

 

PAP