Autor poświęconego poniedziałkowemu wypadkowi artykułu w "Le Monde" Jacques Follorou pisze "o środkach wykorzystywanych przez francuskie służby" w "tajnej wojnie Francji w Libii i Sahelu".

 

"Malta, położona niedaleko wybrzeży Libii, jest bazą dla samolotów rozpoznawczych" - stwierdza dziennikarz "Le Monde" i dodaje, że "przy okazji wyszło na jaw, iż DGSE wynajmuje samoloty w prywatnej zagranicznej firmie luksemburskiej, która na dodatek udostępnia aparaturę rozpoznawczą, niezbędną do przechwytywania wszelkich form łączności oraz filmowania wszelkiego ruchu naziemnego zarówno w dzień, jak i w nocy".

 

Według autora artykułu na początku bieżącego roku doszło do poważnego nieporozumienia między DRM (Dyrekcją Wywiadu Wojskowego) a DGSE, gdy ta ostatnia znienacka unieważniła przetarg na zakup trzech lekkich samolotów rozpoznawczych, w tym dwóch dla DRM i jednego dla siebie. Oprócz redukcji kosztów transakcja miała "powiększyć suwerenność Francji" w operacjach prowadzonych przy użyciu samolotów tego rodzaju.

 

Pięć ofiar katastrofy

 

DGSE od dawna korzysta z usług CAE, luksemburskiej firmy współpracującej zarówno z NATO, jak i z UE - informuje "Le Monde".

 

Założyciel tej spółki Bernard Zeler "zatrudnia wielu byłych pracowników służb" i prowadzi we Francji ośrodek szkolenia spadochronowego "wyłącznie dla wojska i służb wywiadowczych".

 

Po przypomnieniu, że "w lipcu trzech agentów DGSE straciło życie w katastrofie helikoptera w Libii", artykuł konkluduje, iż wypadek na Malcie "spowoduje powrót napięcia między sektorem obrony a DGSE".

 

W poniedziałkowej katastrofie wyprodukowanego 33 lata temu samolotu Expediter zginęło wszystkich pięć osób znajdujących się pokładzie - trzech pracowników wydziału technicznego DGSE i dwóch pilotów CAE.

 

PAP