Od dwóch lat przebierańcy, którzy w założeniu powinni bawić, sieją strach w USA. Hołdują zasadzie: im straszniej, tym lepiej. Popularność zyskują jak zwykle w takich sytuacjach dzięki internetowi i mediom społecznościowym, gdzie pomalowani napastnicy chwalą się swoimi "osiągnięciami".

 

Końca tej przerażającej mody nie widać. Podobno pojawiła się z inspiracji głośną powieścią Stephena Kinga "To" z 1986 roku. Jedno już wiadomo - z USA plaga rozlewa się na Europę.

 

Atakują nie "na żarty"

 

Szczególnie agresywni "malowani" bandyci pojawili się na ulicach Wielkiej Brytanii. O ile w USA większość przypadków kończyła się na strachu, to na Wyspach "creepy clowns" przestali ograniczać się do straszenia. Gonią swoje ofiary z kijami bejsbolowymi, maczetami i piłami.

 

I ta, niestety, wersja dotarła do kontynentalnej Europy. Podczas weekendu doszło do ataków w Niemczech: Berlinie, Duisburgu, Kolonii i Akwizgranie.

 

W Nadrenii Północnej-Westfalii  przebrany za klauna bandyta napadł z piłą na kobietę. Udało jej się uciec, gdy napastnik usiłował uruchomić narzędzie. Dwie inne ofiary klaunów nie miały takiego szczęścia - zostały ranne. W Kolonii grupa w strojach klownów zaatakowała 27-latka. Napastnicy, z których jeden miał nóż, wepchnęli mężczyznę w krzaki, raniąc go w rękę.

 

Według niemieckiej policji, popisy "strasznych klaunów" to już dawno nie są żarty.

 

"To przestępcy"

 

W wywiadzie dla portalu "The Huffington Post" przewodniczący Związku Zawodowego Niemieckiej Policji (DPolG) Rainer Wendt zapowiedział: "Straszni klauni" to nie tylko idioci, ale także przestępcy. Takie straszenie ludzi spełnia kryteria uszkodzenia ciała i podlega ściganiu z mocy prawa.

 

Policja niemiecka zapewnia, że przygotowuje się na Halloween.

 

Die Welt