SA uwzględnił apelację Towpika i uchylił wcześniejszy wyrok Sądu Okręgowego Warszawa-Praga o jego "kłamstwie lustracyjnym. SO na 3 lata zakazał mu pełnienia funkcji publicznych.

 

Towpik zaprzecza, by współpracował ze służbami PRL. - Nie rozumiem tego procesu - powiedział po wyroku SA. Dodał, że liczy, iż ostatecznie sąd oczyści go z zarzutu postawionego mu przez IPN.

 

Sąd oczyścił go z zarzutu, a rok później uchylił wyrok

 

W 2010 r. IPN zarzucił 77-letniemu dziś Towpikowi (który do 2010 r. był przedstawicielem RP przy ONZ w Nowym Jorku), że w oświadczeniu lustracyjnym zataił związki z wywiadem PRL z lat 1977-90, gdy miał być kontaktem operacyjnym o kryptonimie "Spokojny". Towpik mówi, że nie był agentem, a podczas służby dyplomatycznej rozmawiał z różnymi osobami, nie zawsze wiedząc, kim naprawdę jest rozmówca.

 

W 2012 r. - po niejawnym procesie - SO oczyścił go z zarzutu kłamstwa lustracyjnego. Rok później SA uchylił ten wyrok i zwrócił sprawę do SO. Teraz SO zbada sprawę po raz trzeci.

 

- Nigdy nie wyraziłem zgody na współpracę ze służbami i nigdy takiej współpracy nie podjąłem. Fakt zarejestrowania mnie jako kontakt operacyjny w 1977 r. był mi nieznany" - mówił Towpik w SO. "Gdy byłem pierwszym ambasadorem Polski przy NATO, w delegacjach z innych krajów spotykałem na różnych rozmowach osoby, z którymi stykałem się wtedy. Gdybym rzeczywiście był współpracownikiem byłych służb, te osoby zapewne by to odnotowały i moja misja przy NATO dobiegłaby końca - dodawał.

 

Twierdził, że stwierdzenie IPN o rzekomym pozyskaniu go przez wywiad PRL w 1977 r. nie jest oparte na żadnym dowodzie. - Potwierdza to zeznanie byłego funkcjonariusza Wiesława Stypczyńskiego, który miał ze mną przeprowadzić rozmowę w 1977 roku - wskazał. Wspominając to spotkanie Towpik dodał, że oświadczył wtedy Stypczyńskiemu, iż "chce pracować dla MSZ, a nie dla MSW i MSZ" i jeśli ma być inaczej, to może nie jechać na żadną placówkę. W opinii Towpika, przypisywane "Spokojnemu" opinie mogły pochodzić z ogólnych spotkań, narad i odpraw polskich dyplomatów, w trakcie których się wypowiadał. - Nigdy nie wypowiadałem się o sprawach rozpoznawania funkcjonariuszy służb innych państw w ich oficjalnych delegacjach, ani kwestiach takich jak np. problem emigracji Żydów z ZSRR - co przypisano mi w raportach - dodał.

 

Jak mówił Towpik, na placówkach i wyjazdach zagranicznych unikał spotkań z przedstawicielami służb, w szczególności spotkań na osobności, nie zawsze wiedział nawet, kto w delegacji lub w ambasadzie jest ze służb (np. jak mówił, podczas pobytu w Sztokholmie nie odgadł, że oficerem służb jest tam Sławomir Petelicki; z kolei w Genewie, według słów Towpika, rezydował wtedy Gromosław Czempiński, który jednak nie wydawał mu żadnych poleceń ani nie odbywał spotkań). - Czasami to, kto jest ze służb, wynikało z treści pytań, jakie na ogólnych spotkaniach zadawały określone osoby. Na pytania wykraczające poza temat konferencji międzynarodowej, w której uczestniczyłem - nie odpowiadałem. Za kawę w kawiarni płaciłem sam - zapewnił.

 

Szef delegacji prowadzącej negocjacje z NATO

 

Towpik, absolwent SGPiS i Szkoły Służby Zagranicznej, pracował w MSZ od 1975 r. Od 1977 do 1981 r. był I sekretarzem ambasady PRL w Hiszpanii, potem radcą-ministrem w Polskiej Misji przy Biurze ONZ w Genewie. W 1990 r. przewodniczył polskiej delegacji na rozmowy o rozwiązaniu Układu Warszawskiego. Od 1994 do 1997 r. był wiceszefem MSZ, gdzie odpowiadał za politykę bezpieczeństwa. Był szefem polskiej delegacji prowadzącej negocjacje w sprawie wstąpienia naszego kraju do NATO. W 1997 r. został przedstawicielem Polski przy NATO, a w 1999 r. stałym przedstawicielem RP w Radzie Północnoatlantyckiej. Od 2002 r. - wiceszef MON ds. współpracy międzynarodowej i polityki obronnej. Od 2004 r. do 2010 r. był szefem Stałego Przedstawicielstwa RP przy ONZ.

 

W 2009 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Prezydent podkreślał wtedy, że Towpik odegrał wielką rolę w niełatwej drodze Polski do NATO, a odznaczenie jest także dowodem uznania za jego wieloletnią działalność w polskiej dyplomacji.

 

Z mocy ustawy lustracyjnej urodzone przed 1 sierpnia 1972 r. osoby pełniące szeroko pojęte funkcje publiczne (oraz kandydaci do nich) składają oświadczenia, czy od 1944 r. do 1990 r. byli funkcjonariuszami, pracownikami lub tajnymi współpracownikami służb specjalnych. Ich prawdziwość bada pion lustracyjny IPN. Podejrzewając, że ktoś zataił związki ze służbami, kieruje sprawę do sądu. Osoba prawomocnie uznana przez sąd za "kłamcę lustracyjnego" nie może na czas od 3 do 10 lat pełnić funkcji publicznych. Ustawa nie zakazuje pełnienia stanowisk tym, którzy przyznają się do związków ze służbami PRL - decyzja należy do tego, kto powołuje na dany urząd lub też do wyborców.

 

W IPN jest w sumie 371 tys. oświadczeń lustracyjnych - do końca 2015 r. zweryfikowano ich ponad 56 tys.

 

PAP