- A może one nie protestują, lecz opowiadają się za tym, o czym mówiła w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" celebrytka Natalia Przybysz? Może opowiadają się za aborcją na życzenie? Zresztą takie głosy można było usłyszeć od ludzi, którzy już wczoraj zebrali się pod Sejmem - oświadczył Błaszczak.

 

Piosenkarka Natalia Przybysz opowiedziała na łamach "Wysokich Obcasów" dodatku "GW" o tym, jak rok temu zdecydowała się na aborcję. Tłumaczyła, iż ma już dwoje dzieci i nie chciała "wracać do pieluch" i szukać większego mieszkania. Ciążę usunęła w klinice na Słowacji.

 

Ogólnopolski II Strajk Kobiet rozpoczął się w niedzielę po południu w wielu miastach w Polsce i za granicą. Ma być kontynuowany w poniedziałek.

 

"Są środowiska, które dążą do konfrontacji"

 

Mariusz Błaszczak został też zapytany o zbliżające się Święto Niepodległości. 11 listopada zaplanowano trzy marsze w Warszawie. - Są środowiska, które dążą do konfrontacji, ale policja zrobi wszystko, by było bezpiecznie. Dla mnie sam fakt zgłoszenia manifestacji na trasie przemarszu Marszu Niepodległości świadczy o prowokacji. Warszawa jest dużym miastem. Można było to zorganizować gdzie indziej  – podkreślił minister w rozmowie z Dariusze Ociepą.

 

Minister odniósł się również do apelu części krewnych ofiar katastrofy smoleńskiej o to, aby nie przeprowadzać ekshumacji ich bliskich.

 

- Ekshumacje to decyzja prokuratora, który chce wyjaśnić przyczyny katastrofy smoleńskiej. Nie byłoby ich, gdyby Donald Tusk zadbał o wyjaśnienie przyczyn katastrofy, gdy był premierem. Nie zrobił tego - powiedział minister.

 

List policjantów ma "naturę polityczną"

 

Błaszczak skomentował również list przedstawicieli NSZZ Policjantów w Katowicach do premier Szydło, w którym ocenili oni, że wymiar sprawiedliwości i część polityków jest zbyt pobłażliwa wobec zachowań tzw. pseudokibiców. Zdaniem ministra list ma "naturę polityczną".

 

Związkowcy napisali, że eskalacji negatywnych zachowań środowiska tzw. pseudokibiców nie sposób nie połączyć z przypadkami wyjątkowego pobłażania, a nierzadko wręcz bezkarności dla jego przedstawicieli ze strony wymiaru sprawiedliwości i polityków. Wskazali, że ich list ma związek m.in. z niedawnymi zajściami w Katowicach i Łodzi, gdzie doszło do starć pseudokibiców i policji, która starała się zaprowadzić porządek.   

 

Podkreślili, że policyjne interwencje są przedmiotem postępowań, decyzji i wyroków niejednokrotnie surowszych niż zapadające na osobach dokonujących na nich napaści. Napisali też, że jest dla nich niezrozumiała "łatwość, z jaką część polityków, w tym piastujących najwyższe funkcje w naszym państwie, publicznie jako wzór patrioty przedstawia osobę noszącą szalik jednego z klubów, a tak łatwo zapomina o tych, którzy noszą godło na czapce".

 

Minister spraw wewnętrznych i administracji pytany w poniedziałek o ten list ocenił, że uwagi autorów listu mają "charakter natury politycznej", a do krytyki sądów się przyłącza, bo - jak mówił - "sądy w trzeciej RP wydają skandaliczne wyroki".

 

"Akcja widelec" i spalona budka przed ambasadą

 

Szef MSWiA ocenił, że to przez ostatnie lata "policja była rozpolitykowana i włączana w akcje polityczne przez jego poprzedników". - Na przykład Grzegorz Schetyna zrobił taką ustawkę, którą nazywano "akcją widelec": policja zatrzymywała wtedy wszystkich, bo chodziło o wizerunek Grzegorza Schetyny jako szeryfa. 11 listopada 2013 r. spłonęła budka pod ambasadą rosyjską. Paweł Wojtunik - były szef CBA w czasie rządów koalicji PO-PSL i wicepremier Elżbieta Bieńkowska, zastępczyni Donalda Tuska, przy ośmiorniczkach rozmawiali na temat tego, że miała to być prowokacja ze strony byłego ministra spraw wewnętrznych - argumentował.

 

Dodał, że pokazuje te przykłady, by pokazać, że polityka była włączana w działalność policji i stwierdził, że "teraz tak nie będzie".

 

Polsat News, PAP