W opublikowanej w niedzielę rozmowie z dyrektorem PISM Sławomirem Dębskim prezydent mówi m.in. o polskiej racji stanu, Unii Europejskiej i stosunkach z Niemcami, Rosją oraz Ukrainą.


Pytany, co jest największym wyzwaniem dla polskiej racji stanu prezydent podkreślił, że mottem polityki zagranicznej zawsze powinna być zasada: "nic o nas bez nas". - Jesteśmy członkiem UE, ale ona jest instrumentem naszej polityki, która musi być suwerenna. Instytucje europejskie nie mogą abstrahować od polskich interesów gospodarczych, które są pochodną interesów ekonomicznych milionów polskich rodzin. Jeżeli będziemy mieli z taką sytuacją w UE do czynienia, to na pewno nie będziemy milczeć i będziemy działać - powiedział Duda.


- Albo zmienimy ludzi, którzy tymi instytucjami kierują, albo będziemy budować koalicje na rzecz takiej zmiany kształtu instytucjonalnego Unii, aby funkcja służebna instytucji europejskich wobec państw członkowskich i ich demokratycznych władz nie mogła być ignorowana - zaznaczył.

 

Polska potrzebuje własnych wielkich przedsiębiorstw


W ocenie prezydenta, aby wzmacniać długofalowo pozycję Polski, należy głównie zwracać uwagę na gospodarkę. Jak mówił, polityka musi umieć wykorzystać potencjał 20- i 30-latków, których cechuje determinacja i ambicja. - Polska potrzebuje przede wszystkim własnych, zdolnych do konkurowania na rynkach światowych, wielkich przedsiębiorstw, które pozwolą rozwinąć skrzydła wchodzącym na rynek pokoleniom Polek i Polaków - powiedział.


Jak podkreślił, "elity polityczne, uczestnicy sporu o politykę, muszą w swoich działaniach uwzględniać rację stanu". - Nie powinniśmy przyzwalać na atakowanie wysiłków na rzecz obrony pokoju i wzmocnienia bezpieczeństwa Polski. Tymczasem przy okazji szczytu NATO w Warszawie pojawiały się głosy, że dla obozu politycznego konkurującego z obecnym rządem byłoby lepiej, gdyby szczyt ten w Warszawie się nie odbył lub aby zakończył się spektakularnym fiaskiem. A przecież szczyt był instrumentem wzmacniania polskiego bezpieczeństwa. Autorzy tego sposobu myślenia byliby więc gotowi zaakceptować nieszczęście dla Polski, jeśli tylko przybliżyłoby to ich do przejęcia władzy - powiedział.

 

"Nigdy nie ukrywałem, że podążam śladami Lecha Kaczyńskiego"


W ocenie prezydenta jednym z filarów silnej pozycji Polski w Europie powinna być ścisła współpraca ze wszystkimi krajami Europy Środkowej i Wschodniej. - Nigdy nie ukrywałem, że podążam śladami Lecha Kaczyńskiego, który uważał, że dobre, przyjazne stosunki z innymi państwami regionu pomagają Polsce realizować jej interesy. Ja osobiście chciałbym, abyśmy w ramach współpracy regionalnej skupili się nie tylko na polu stricte politycznym, ale i na sprawach gospodarczych" - powiedział Duda.


Jako przykład podał współpracę grupy państw Trójmorza (Adriatyk-Bałtyk-Morze Czarne). - Wzmocniona współpraca regionu potrzebuje też wielkich projektów, przynoszących korzyści wszystkim. Dlatego chciałbym, aby jej wynikiem było m.in. powstanie superszybkiej kolei łączącej Tallin z Dubrownikiem, z odgałęzieniami do Wiednia, Kijowa, Bukaresztu, Sofii i Belgradu - powiedział Duda.

 

Prezydent mówił też o potrzebie reformy UE


Prezydent mówił też o potrzebie reformy UE i zmian traktatów europejskich. - Ci, którzy kwestionują konieczność reformy traktatów, opierają swoje myślenie na typowej dotąd postawie: "jakoś to będzie". We Francji ostatecznie zwycięży więc europejski rozsądek, a w Niemczech pokonani zostaną antyeuropejscy radykałowie. Antyestablishmentowe nastroje w Europie, jak same powstały, tak same wygasną. Mam wrażenie, że tym razem choroby integracji europejskiej same nie miną. Być może potrzebny będzie instytucjonalny wstrząs, aby wszyscy sobie to uświadomili - mówił.

 

Jego zdaniem taki wstrząs mogą przynieść np. kolejne wybory do Parlamentu Europejskiego. - Gdyby większość uzyskali radykalni przeciwnicy integracji - a ordynacja daje im na to szanse - to proces decyzyjny UE mógłby zostać sparaliżowany. Przyjęcie nowego traktatu może się wówczas stać jedynym sposobem na sprowadzenie UE z mielizny. Uważam, że lepiej to zrobić wcześniej i zapobiec temu scenariuszowi - powiedział Duda.

 

Merkel jednym z nielicznych polityków z wpływem na Putina


Pytany, czy w interesie Polski są silne Niemcy w silnej UE, prezydent odparł: - Integracja europejska jest mechanizmem służącym samoograniczaniu się państw, zwłaszcza tych dysponujących dużym potencjałem. Mogą się nam nie podobać prorosyjskie wypowiedzi niektórych niemieckich polityków, możemy ubolewać, że niektóre niemieckie korporacje ochoczo poświęciłyby całą Ukrainę w zamian za kilka dobrych kontraktów w Rosji - powiedział.


- Możemy się zamartwiać sondażami, z których czasami wynika, że większość społeczeństwa niemieckiego nie ma zamiaru bronić Polski czy krajów bałtyckich przed ewentualną agresją z zewnątrz. Nie zmienia to jednak faktu, że jedynym europejskim politykiem, który ma dziś choć minimalny wpływ na działania Władimira Putina, jest Angela Merkel. Jest ona także jednym z nielicznych polityków w Europie, którzy zdają sobie sprawę z zagrożenia, jakie współczesna Rosja stanowi dla Europy - podkreślił prezydent.


Pytany o stosunki z Rosji z Europą Duda zaznaczył, że "nie ma i nie będzie miejsca na autorytaryzm i agresję wobec sąsiadów w Europie". - Tak naprawdę Putin stoi przed wyborem, a wraz z nim cała Rosja. Czy wrócić do normalnych relacji z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi, być partnerem Zachodu i wspólnie rozwiązywać najpoważniejsze problemy współczesnego świata? Czy też narażać się na nienawiść Ukraiń­ców i ostracyzm z powodu agresji i łamania prawa międzynarodowego? - mówił Duda.

 

"Powinniśmy upominać się o prawdę i walczyć z fałszowaniem wspólnej historii"


Jak podkreślił, przestrzeganie prawa międzynarodowego, a więc "wyrzeczenie się gwałcenia integralności terytorialnej Ukrainy przez Rosję", jest podstawowym warunkiem normalizacji stosunków z tym krajem. - Czy prezydenta Putina stać na to, by odejść od zimnowojennej retoryki? Czy stać go na rezygnację z neoimperialnych ambicji? W tej chwili nic na to nie wskazuje. Jednak w dyplomacji wszystko jest możliwe. Rosja jest i pozostanie naszym sąsiadem. To szczególnie nam powinno zależeć na tym, by była dla Zachodu obliczalnym, godnym zaufania partnerem, nie zaś geopolitycznym rywalem - podkreślił.


Prezydent był także pytany, w jaki sposób powinniśmy upominać się o prawdę i walczyć z fałszowaniem wspólnej historii, tak aby nie szkodzić stosunkom polsko-ukraińskim. Ocenił, że bieżące interesy polityczne nie powinny przesłaniać "potrzeby oddania hołdu ofiarom rzezi wołyńskiej i potępienia mordu jako metody politycznej". - Nie sposób mówić o pojednaniu polsko-ukraińskim bez głośnego wypowiedzenia prawdy o owych wydarzeniach. Nazwaliśmy zło po imieniu. A teraz trzeba przejść do kolejnego etapu i nazwać po imieniu dobro - powiedział.


- Stąd moja inicjatywa, wsparta przez prezydenta Poroszenkę, by uhonorować ludzi, którzy w tamtych czasach bronili swoich sąsiadów - Polacy Ukraińców, Ukraińcy Polaków - nie zważając na konsekwencje, narażając często własne życie - podkreślił prezydent.


PAP