8 września 1999 roku polskie ulice były wyludnione. Wszyscy oglądali eliminacyjny mecz do Mistrzostw Europy Polska - Anglia. Jednak Arkadiusz Kraska ten dzień zapamięta z zupełnie innego powodu.

 

Co się naprawdę stało?

 

Przy jednej ze szczecińskich stacji benzynowych spotkała się grupa mężczyzn. Ponoć doszło do bójki. Padły strzały. Dwóch z nich zginęło na miejscu. Arkadiusz Kraska mówi, że w tym czasie był w domu z rodziną. Został zatrzymany trzy dni po zdarzeniu. Skazany po dwóch latach.

 

- Kiedy usłyszał wyrok ukląkł i krzyczał do mnie, że tego nie zrobił - mówi matka jednego z zabitych.

 

Podczas prowadzonego przez prokuraturę postępowania nie zabezpieczono żadnych dowodów. Cały prokuratorski akt oskarżenia oparł się tylko na zeznaniach trzech osób, w tym dwóch świadków incognito. Nie były spójne i były wielokrotnie zmieniane. Jeden ze świadków określał osobę, którą widział jako niskiego, czeszącego się na bok mężczyznę, a wtedy Arkadiusz Kraska był dobrze zbudowany i strzygł się "na jeża". Zeznająca kobieca w pewnym momencie zeznała, że policjanci mówili jej, żeby wskazała Kraskę. Mieli obiecywać, że wyciągnął jej męża z więzienia. Tego też sąd nie wziął pod uwagę.

 

- Brata wskazano i skazano – mówi siostra Kraski.

 

Były policjant o kulisach sprawy

 

Sporządzony portret pamięciowy nie przypominał bohatera reportażu. Przyznał to zresztą w rozmowie z naszą reporterką, rzecznik sądu.

Zaskakujące jest to, że rodzina ofiary wierzy, że Kraska jest niewinny. Składa wnioski, żeby jeszcze raz sąd wszystko przeanalizował.

 

- Ten chłopak został wrobiony – mówią.

 

W programie pojawi się tajemniczy świadek, b. policjant, który opowie o kulisach tej sprawy.

 

W drugiej części odcinka dalsza część historii Lecha Jeziornego i Pawła Reya, dwóch znanych małopolskich przedsiębiorców, którzy, jak mówią, stali się celem ataku mafii urzędniczej. Zapadł już drugi wyrok w ich sprawie. Jest jeszcze surowszy od poprzedniego.