Na wniosek lekarza weterynarii dyrekcja zoo ma złożyć wyjaśnienia w zakresie certyfikatów i dokumentów dotyczących azylowanych zwierząt. Okazanie wymaganych dokumentów jest jednak często niemożliwe - zwierzęta nie urodziły się w ogrodach zoologicznych, nie mają wymaganych rodowodów ani odpowiednich zaświadczeń.

 

Zdaniem powiatowego lekarza weterynarii, w zoo nie ma miejsca na dzikie zwierzęta, które nie spełniają wymogów formalnych, nawet jeśli potrzebują pomocy.

 

- Ja jestem za tym, żeby były azyle, schroniska - zapewnił Polsat News Ireneusz Sobiak. - Tylko że ogród zoologiczny jest instytucją zatwierdzoną i ograniczoną prawami. Moim zadaniem jest sprawdzać, czy przepisy są przestrzegane.

 

ZOO ma misję

 

Z postawą weterynarza nie zgadza się Ewa Zgrabczyńska, dyrektor poznańskiej placówki.

 

- Wyjaśnienia przekazaliśmy prezydentowi Tomaszowi Lewandowskiemu, który ma oficjalny nadzór nad ogrodem - powiedziała nam. - W żaden sposób nie złamaliśmy przepisów, ponieważ te, o których mówi pan doktor, nie mają tu zastosowania, bo odnoszą się do wwozu czy handlu, a te zwierzęta pochodzą z Polski. Wszystkie nie tylko posiadają bardzo szczegółowe badania weterynaryjne, ale i epidemiologiczne, wszystkie też poddaliśmy kwarantannie. 

 

 

Pracownicy ZOO zapewniają też, że zwierzęta azylowane trzymane są oddzielnie od tych, które podlegają wymianie z innymi ogrodami zoologicznymi. Nie rozmnaża się ich. Podkreślają też, że w zaakceptowanym przez radę miasta statusie placówki jest także mowa o azylowaniu.

 

- ZOO musi być aktywnym centrum ochrony zwierząt, edukacji, to nie może być tylko miejsce, gdzie wystawiana jest swoista kolekcja - przekonuje Zgrabczyńska. I dodaje, że nie ma innej instytucji, która mogłaby zapewnić taką opiekę dzikim zwierzętom.

 

- Wyobraźmy sobie tylko niedźwiedzia w miejskim schronisku. Ogród zoologiczny jako jedyny ma wykwalifikowaną kadrę i profesjonalne zabezpieczenia. Wyborem zwierząt takich, jak Cisna było albo zapewnienie im ochrony i opieki, albo śmierć - powiedziała dyrektor.

 

Internauci na ratunek Cisnej 

 

Sytuacja poruszyła internautów i miłośników poznańskiego zoo, którzy zapowiadają protesty i nie wykluczają nawet przykuwania się do wybiegu Cisnej. Sobiak przyznaje, że musiał się już zmierzyć z "falą hejtu" i oskarżeniami o to, że nie kocha zwierząt.

 

- Ale to jest moja praca, ja odpowiadam za dokumenty, które podpisuję - wyjaśnił.

 

Nie wie jednak, jakie kroki podejmie, gdy poznańskie zoo nie przedstawi dokumentów dotyczących azylowanych zwierząt. Zwłaszcza że placówka zapowiada, iż w najbliższym czasie przyjmie pod swoje skrzydła kolejne skrzywdzone zwierzęta, m.in. niedźwiedzie i wilki.

 

Polsat News