Belgia, która uniemożliwiła tymczasowe stosowanie zapisów CETA jeszcze przed ratyfikacją porozumienia, wyraziła nadzieję, że do szczytu uda jej się rozwiązać problem z zatwierdzeniem umowy handlowej przez parlamenty regionalne w tym kraju.

 

- Przedstawiciel Belgii w samych superlatywach wypowiadał się o CETA, podkreślając jednak, że obiekcje ze strony parlamentu walońskiego powodują, że formalne stanowisko władz Belgii nie może być dziś zaprezentowane - relacjonował polskim dziennikarzom przebieg posiedzenia wiceminister rozwoju Radosław Domagalski-Łabędzki.


14 października parlament belgijskiego regionu Walonia sprzeciwił się podpisaniu CETA przez federalny rząd Belgii. Waloński premier Paul Magnette oświadczył, że region nie dostał wystarczających gwarancji, które rozwiałyby obawy dotyczące umowy. Belgijski rząd popiera CETA, potrzebuje jednak mandatu od parlamentów regionów i wspólnot językowych, aby w imieniu całego kraju zgodzić się na zawarcie przez Unię umowy handlowej z Kanadą.

 

Czas do 27 października

 

Decyzja w sprawie zgody na podpisanie umowy musi być podjęta jednomyślnie przez wszystkie państwa UE. Oprócz Belgii na wtorkowym spotkaniu w Luksemburgu swoje zastrzeżenia wyrażały również Rumunia i Bułgaria. W przypadku tych dwóch krajów problemem jest wciąż utrzymywany przez Kanadę wymóg wizowy wobec obywateli rumuńskich i bułgarskich.

 

Jeśli do zaplanowanego na 27 października szczytu UE-Kanada nie uda się rozwiązać wszystkich przeszkód i umowa nie zostanie podpisana, będzie to porażka "28". Protesty przeciw porozumieniu, które było negocjowane przez 5 lat, nie były tak silne jak w wypadku negocjacji w sprawie podobnej umowy między UE a Stanami Zjednoczonymi (TTIP). Fiasko CETA tym bardziej postawiłoby pod znakiem zapytania zdolność UE do zawierania umów o wolnym handlu.

 

Premier Kanady Justin Trudeau mówił w ubiegłym tygodniu, że odrzucenie umowy stanowiłoby bardzo zły sygnał. - Jeśli w ciągu tygodnia czy dwóch UE nie będzie w stanie podpisać postępowego porozumienia handlowego z takim krajem jak Kanada, to z kim zamierza ona robić interesy w najbliższych latach? - pytał.

 

Arbitraż służący korporacjom

 

Choć same negocjacje w sprawie CETA nie wywoływały zbyt wielkich emocji, w ostatnim czasie w UE mocno uaktywnili się jej przeciwnicy. W Polsce swój sprzeciw wyraziła część partii opozycyjnych, ale też Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność". W Luksemburgu przed budynkiem, w którym spotykali się ministrowie, przeciw zawarciu umowy protestowało we wtorek około 100 działaczy różnych organizacji.

 

Jednym z argumentów powtarzanych przez przeciwników CETA jest wprowadzenie międzynarodowego arbitrażu w przypadku konfliktu na linii państwo-inwestor, co ma służyć korporacjom. Nie jest to nowy wynalazek, przynajmniej jeśli chodzi o kraje Europy Wschodniej, które po upadku komunizmu podpisywały umowy o ochronie inwestycji z państwami zachodnimi. Wówczas arbitraż miał chronić inwestora w razie niekorzystnych dla niego decyzji rządów państw, w których demokratyczne instytucje dopiero się tworzyły.

 

"CETA nic nie zmienia w kwestii bezpieczeństwa żywności"

 

Polska ma umowę o wzajemnym popieraniu i ochronie inwestycji z Kanadą z 1990 r.; po zawarciu porozumienia CETA straciłaby ona rację bytu. Rozwiązania dotyczące arbitrażu w umowie unijno-kanadyjskiej są lepsze niż te obowiązujące nasz kraj obecnie.

 

- Nowe zapisy dotyczące sądu inwestycyjnego wyraźniej podkreślają zakres pełnej, niewzruszonej kompetencji państw członkowskich w takich obszarach jak prawodawstwo dotyczące ochrony pracy, środowiska, dostępności do ochrony zdrowia czy kwestii wody - powiedział w Luksemburgu minister ds. europejskich Konrad Szymański.

 

Z kolei wiceminister rozwoju podkreślał, że Polska chce, by nasz region miał swojego reprezentanta w nowym sądzie inwestycyjnym. - Dla nas jest szczególnie istotne, aby było zagwarantowane uczestnictwo polskiego sędziego czy wpływ naszych prawników na praktykę, czy regulacje, które się wytworzą w tym sądzie - zaznaczył Domagalski-Łabędzki.

 

Jak dodał, CETA nic nie zmienia w kwestii standardów i procedur dotyczących bezpieczeństwa żywności. - W szczególności odnosi się to do GMO. CETA nie tworzy żadnego mechanizmu, który pozwalałby na import produktów zawierających GMO w inny sposób, niż to jest obecnie przewidziane - zapewniał wiceminister.

 

Wynegocjowane w 2014 r. Całościowe Gospodarcze i Handlowe Porozumienie UE-Kanada (CETA) proponuje zniesienie niemal wszystkich ceł i barier pozataryfowych oraz liberalizację handlu usługami między Unią Europejską a Kanadą. Tymczasowe stosowanie umowy ma dotyczyć relacji handlowych. Do czasu zatwierdzenia przez wszystkie kraje członkowskie zawieszona będzie inwestycyjna część umowy.

 

PAP