- Osobną sprawą jest pytanie, czy należy poprzestać na zwykłym przywróceniu starych przepisów, czy też wprowadzić dodatkowe zachęty, żeby Polakom opłacało się pracować dłużej, a także pewne ograniczenia związane z minimalnym stażem pracy – dodał Gowin.


Jak podkreślił, od początku popierał propozycje ówczesnego ministra finansów Pawła Szałamachy i wicepremiera Mateusza Morawieckiego, aby „wysokość stażu pracy była na innym poziomie niż obecnie, żeby to było np. 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn”. - Proste obniżenie wieku emerytalnego w połączeniu z niżem demograficznym doprowadziłoby do odejścia z rynku pracy w ciągu 5 lat ok. 1,5 mln osób, a więc 10 proc. To na pewno odbiłoby się negatywnie na tempie wzrostu polskiej gospodarki – powiedział minister.


"Czeka nas poważna debata o systemie emerytalnym"


- Byłem zdecydowanym krytykiem działań podjętych przez Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego, które zniszczyły ten dodatkowy OFE. Jednak po skoku tysiąclecia, czyli nacjonalizacji 150 mld zł z prywatnych oszczędności przez rząd PO i PSL, OFE w mojej ocenie straciły rację bytu. Nie chodzi o to, żeby pozostałe 150 mld zł przekazywać do ZUS, chodzi raczej o to, żeby uczynić z tych pieniędzy zalążek przyszłego systemu emerytalnego – zaznaczył Gowin.


- Uważam, że - pewnie nie w tej kadencji, ale następnej - czeka nas poważna debata o tym, jak ten system emerytalny ma wyglądać. Osobiście jestem zwolennikiem koncepcji emerytur obywatelskich – powiedział minister.


- Polega ona na tym, że państwo gwarantuje wszystkim równy, minimalny poziom emerytury, natomiast jeśli ktoś chciałby otrzymywać wyższą emeryturę, to musiałby się ubezpieczać. Takie rozwiązanie obejmowałoby tylko te osoby, które dopiero w przyszłości w ten system emerytalny wejdą. W odniesieniu do osób, które już są w tym systemie, obowiązuje zasada praw nabytych – wyjaśnił.


Według Gowina, „dziś pieniądze z OFE nie pracują ani na wyższe emerytury, ani na rozwój gospodarczy”. - Tutaj potrzebna będzie strategiczna decyzja. Na pewno nie możemy tych 150 mld zł przejeść, bo byłoby to rozwiązanie szkodliwe z punktu widzenia przyszłych emerytów – dodał.

 

PAP