Jarosław Kaczyński mówił też o byłym ministrze skarbu. Przyznał, że był za powołaniem Dawida Jackiewicza na to stanowisko i "bierze za tę nominację pełną odpowiedzialność". Przyznał jednak, że potem było sporo zastrzeżeń.

 

- Trudno powiedzieć, co było punktem zwrotnym. Był to niewątpliwie polityk najlepiej przygotowany do pełnienia tej funkcji. Byłem za jego powołaniem i biorę za tę nominację odpowiedzialność. Ale później w spółkach skarbu zdarzyło się wiele złego - powiedział w wywiadzie dla Onetu. - Już moje przemówienie na początku lipca na kongresie partii było dość wyraźnym wskazaniem, że w tym obszarze będą zmiany, a potem na Radzie Politycznej powiedziałem to dużo wyraźniej - podkreślił.

 

"Dlaczego miałaby zostać wymieniona?"

 

Pytany z kolei o wicepremiera Mateusza Morawieckiego stwierdził: Jeżeli Morawiecki odniesie sukces, to będzie to wielki osobisty sukces także Beaty Szydło.

 

Zapowiedział jednocześnie, że nie zamierza na razie wymieniać premiera. - W tej chwili mówię jasno: mamy panią premier, która jest bardzo dobrze odbierana przez społeczeństwo i sprawnie działa. To dlaczego miałaby zostać wymieniona? - mówił.

 

"Miał naprawdę sporo zasług" 

 

Nawiązując do Antoniego Macierewicza i oceny jego działalności powiedział, że "w kwestii Smoleńska jego rola jest ograniczona. Działa podkomisja, są śledztwa prokuratorskie. Możliwości decyzyjne Macierewicza są niewielkie".

 

Jako szefa MON ocenia go bardzo dobrze. - Jest energiczny, zdecydowany i nie ma takich oporów we wprowadzaniu zmian, które mieli wszyscy jego poprzednicy poza jednym — Aleksandrem Szczygło, ministrem za poprzednich naszych rządów - stwierdził. - Oczywiście, były wpadki takie jak ten nieszczęsny Misiewicz. To się nie powinno było zdarzyć. Choć Misiewicz — mimo braków w wykształceniu — miał naprawdę sporo zasług - dodał.

 

"W pewnym momencie będę musiał odejść"

 

Szef PiS był też pytany o swojego następcę na stanowisku szefa partii. - Nie jest rzeczą właściwą, by odchodzący prezes — a w pewnym momencie będę musiał odejść — sugerował, kto ma przejąć schedę po nim. Partia musi zdecydować sama. A ja naprawdę nie potrafiłbym w tej chwili powiedzieć, kto mógłby to być - powiedział.

 

Jednocześnie podkreślił: - Mogę tylko doradzić, żeby był to ktoś o długim życiorysie politycznym, i to życiorysie całkowicie jednoznacznym. To dawałoby gwarancję, że partia nie stoczy się ku płaskiemu pragmatyzmowi, nie straci swego ideowego wymiaru.

 

Onet.pl