- Mamy informacje, że były wystawiane upoważnienia do dysponowania rachunkami bankowymi oraz do odbierania rent i emerytur. Wystąpiliśmy o informacje w tym zakresie do Zakładów Ubezpieczeń Społecznych - powiedział Kopania. 

 

Prowadzony przez podającego się za księdza kościoła starokatolickiego Marka N. Dom Schronienia Samotnych i Potrzebujących oraz Samotnej Matki w Zgierzu działał nielegalnie. Udzielał pensjonariuszom całodobowej opieki, mimo iż miał zgodę jedynie na funkcjonowanie jako noclegownia. Trafiały do niego głównie osoby starsze, chore i samotne.

 

Śmierć pensjonariuszy

 

Od środy śledczy sprawdzają okoliczność śmierci czterech osób przewiezionych we wtorek z tego ośrodka do miejscowych szpitali oraz osoby, która zmarła w tej placówce w poniedziałek. Na razie śledztwo prowadzone jest ws. nieumyślnego spowodowania śmierci.

 

Wstępne wyniki sekcji zwłok dwóch zmarłych nie dały odpowiedzi na pytanie, czy do ich śmierci przyczynił się pobyt w ośrodku. Jak poinformował Kopania, w obu przypadkach przyczyną zgonu była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa, której przyczyny nie są jeszcze znane. Wyniki sekcji przeanalizują biegli.

 

Odleżyny, wszawica, świerzb

 

Placówka w Zgierzu została zamknięta. We wtorek wkroczyli do niej kontrolerzy z urzędu wojewódzkiego. To co zastali, przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Pensjonariusze mieli odleżyny, wszawicę i świerzb. Żyli w brudzie i zimnie.

 

- To są osoby o różnym stopniu zaniedbania. Możemy domniemywać, jaki był stan sanitarny tego miejsca - powiedział reporterowi "Interwencji" Marek Kozłowski z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Zgierzu.

 

Marek N.  prowadzi domy opieki od 20 lat, mimo że na koncie ma kilka wyroków i sądowy zakaz  prowadzenia takich placówek. Policja weszła dziś do kolejnej jego placówki – w Wolicy koło Kalisza. 

 

 

Policjanci znaleźli w ośrodku trzy osoby poszukiwane przez pomoc społeczną w innych miastach. Placówka nie ma wymaganych pozwoleń.

 

Mężczyzna w kobiecej garderobie

 

N. prowadził również ośrodek opiekuńczo-leczniczy w Działach Czarnowskich pod Warszawą. Początkowo legalnie. Ośrodek zamknął  wojewoda mazowiecki m.in. z powodu nieprawidłowej opieki pielęgniarskiej.

 

Pensjonariuszom nie podawano leków, nie zapewniono odpowiedniego personelu medycznego. "Wydarzenia" rozmawiały z lekarzem, który został sprowadzony do przebadania pensjonariuszy.

 

- W powietrzu unosił się zapach moczu, widać było przegnite, brudne materace i pościel. Pacjenci leżeli w ubraniu w łóżkach. Jeden z mężczyzn był w garderobie kobiecej - wyliczał Jacek Kruczkowski, lekarz przychodni Med Life.

 

Marek N. został wówczas ukarany mandatami.

 

polsatnews.pl, Polsat News