Jak powiedział w czwartek na konferencji prasowej dr Adam Domanasiewicz z Kliniki Chirurgii Urazowej i Chirurgii Ręki USK we Wrocławiu, taka implantacja palca od nogi w miejsce utraconego kciuka jest zabiegiem znanym od lat 60., lecz rzadko wykonywanym z powodu stopnia trudności.


- Nie możemy dać gwarancji, że pacjent tracąc zdrowy palec u nogi odzyska kciuk. Dlatego przede wszystkim pod względem psychologicznym to operacja obciążona dodatkowym stresem dla pacjenta i lekarzy chirurgów - dodał Domanasiewicz.


Jak wyjaśnił, na potrzeby przeszczepu pobierany jest drugi palec u nogi, bo jego utrata nie utrudnia pacjentowi późniejszego chodzenia. Stopa pacjenta zostaje chirurgicznie zwężona, a funkcje drugiego palca przejmuje częściowo palec trzeci.


Pacjent porusza już nowym kciukiem


- Przy implantacji tego palca w miejscu kciuka kluczowe jest dla chirurgów, w jakim stanie to miejsce jest po wypadku. Lekarze muszą odtworzyć, wypreparować m.in. dwie żyły, tętnice, dwa ścięgna i kości - dodał chirurg.


Domanasiewicz poinformował, że dziesięć dni po zabiegu 50-letni pacjent porusza już nowym kciukiem. Rana goi się dobrze, a kciuk jest odpowiednio ukrwiony.


Palec odcięty piłą tarczową


Wyjaśnił, że zagrożeniem przy takim zabiegu jest tzw. skurcz naczyniowy, który może spowodować, że przeszczep nie zostanie przyjęty. Natomiast atutem przy przeszczepie własnego palca jest fakt, że pacjent nie będzie musiał przyjmować przez wiele lat leków immunosupresyjnych.


Pacjent stracił kciuk wiosną 2015 r. w wyniku wypadku. Palec został odcięty piłą tarczową, a jego replantacja nie powiodła się.


Jak podano, brak kciuka to utrata ok. 50-65 proc. funkcji ręki, dlatego implantacje tego palca są niezwykle istotne dla komfortu życia pacjenta.


Wykonana na początku października implantacja palca nogi w miejsce kciuka jest pierwszym takim zabiegiem wykonanym w USK we Wrocławiu. Pierwszy taki zabieg na świecie wykonano w 1968 r. w USA, a w Polsce w 1978 r. jako pierwszy przeprowadził taką operację zespół prof. Ryszarda Kocięby w Trzebnicy.

 

PAP