Do przyjścia przed dom Jarosława Kaczyńskiego nawoływały uczestniczki protestu przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, który odbył się przed dziesięcioma dniami. W ten sposób chcą zaprotestować przeciw słowom polityka, który zapowiedział, że jego partia będzie dążyć, aby ciąże nawet "mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię".

 

Katarzyna Skalska z ruchu "Protest Kobiet", w rozmowie z reporterem Polsat News powiedziała, że protestujące pojawiły się przed domem lidera PiS, by wszyscy usłyszeli, "co mają do powiedzenia". Miejsce wybrały specjalnie, bo Jarosław Kaczyński "wszedł z butami w prywatne życie kobiet".

- Przyszłyśmy zaprotestować przeciwko zmuszaniu kobiet do rodzenia dzieci zniekształconych, ciężko chorych, które będą martwe. Cała Europa robi wszystko, żeby kobiety miały wolny wybór, mogły decydować o swoim życiu, o życiu swoich dzieci, a nam się to prawo odbiera - powiedziała.

 

 

Uczestnicy manifestacji - która trwała niecałe dwie godziny - wołali m.in.: "Chcemy kochać, nie umierać", "Hańba, hańba", "Precz z fanatykami", "Wspólna sprawa, kobiet prawa", "Politycy, marsz z kaplicy", "Rewolucja jest kobietą", "Naszą bronią - solidarność".

 

Wcześniej organizatorki protestu, który o godzinie 19. rozpoczął się przed domem Jarosława Kaczyńskiego, zapraszając na pikietę pisały:  

"Poseł Kaczyński zagląda nam do łóżek, my tylko zajrzymy mu przez płot. Oczywiście powiemy mu też kilka słów, bo wygląda na to, że w Czarny Poniedziałek nas nie usłyszał". 

 

 

polsatnews.pl