„Już więcej żadnych przesądów” - cytuje Szrajbman słowa białoruskiego szefa dyplomacji Uładzimira Makieja, które padły w Warszawie podczas wspólnej konferencji prasowej z polskim ministrem spraw zagranicznych Witoldem Waszczykowskim.


„Jestem pewien, że Białoruś i Polska przeżywają obecnie historyczny moment i nowy etap we wzajemnych relacjach, w którym nie będzie już miejsca na brak zaufania, konfrontację, intrygi, przestarzałe stereotypy i ideologiczne uprzedzenia” - mówił w Warszawie Makiej.


Przełomowy rok 2015


Szrajbman wymienia wiele spotkań na różnych szczeblach, do których doszło w ciągu ostatnich miesięcy, a zwłaszcza marcową wizytę Witolda Waszczykowskiego w Mińsku, podczas której polski minister spotkał się z prezydentem Alaksandrem Łukaszenką. Autor przypomina, że ostatni raz do rozmów na takim szczeblu doszło w 2010 r. „Wtedy był to Radosław Sikorski, który wystąpił w Mińsku z awanturniczą propozycją, by dać Białorusi 3 mld dolarów za uczciwe wybory”. Wtedy do poprawy relacji nie doszło, w czasie wyborczych protestów aresztowano wielu opozycjonistów, którzy później trafili do więzienia, a Unia ponownie wprowadziła sankcje dla Mińska.


Przełomowy był rok 2015., kiedy więźniowie polityczni zostali zwolnieni, wybory odbyły się spokojnie, a Mińsk podjął się mediacji w konflikcie rosyjsko-ukraińskim. Jednak - jak ocenia Szrajbman - chodzi nie tylko o to. Zaznacza, że zmiana polskiej polityki wobec Białorusi była bezpośrednio związana z utratą władzy przez „centrową Platformę Obywatelską” na rzecz „ultrakonserwatywnej partii Prawo i Sprawiedliwość”.


"Polskie władze wzięły byka za rogi"


„Główny motyw nowej polskiej władzy brzmi: jesteśmy dumnym państwem z bogatą historią i możemy prowadzić niezależną politykę zagraniczną, nie oglądając się na poprawnych politycznie eurokratów. W tym także rozmawiać z naszymi sąsiadami, tak jak chcemy” - pisze publicysta.


Jego zdaniem „póki UE dla przyzwoitości stawia Mińskowi jakieś warunki, Polska postanowiła być głównym »rozmrażającym«”. Białoruś pasuje także do antykremlowskiej linii Warszawy, zaś poprawa relacji z Mińskiem to także „próba osłabienia wpływów Rosji w regionie”.
„Polskie władze wzięły byka za rogi”- konstatuje autor, wymieniając kolejne kroki Warszawy: rozpoczęcie dialogu międzyparlamentarnego czyli „de facto uznanie białoruskiej Izby Reprezentantów”, czy propozycję polskiego szefa MSZ, by Polska stała się pośrednikiem w kontaktach między NATO i Mińskiem.


Zapewnienia, że "polska mniejszość na Białorusi nie będzie ograniczana"


Szrajbman wymienia także „mniej widoczne gesty: praktyczną likwidację [stypendialnego, red.] programu Kalinowskiego”, z którego korzystali m.in. białoruscy studenci wyrzuceni z uczelni z powodów politycznych. Autor przyznaje, że w ostatnich latach liczba takich studentów i tak się zmniejszyła, ale jednocześnie oficjalny Mińsk ma mniej powodów do niezadowolenia.


„Mówią, że także inną bolesną kwestię - Telewizji Biełsat - niemal przestano podejmować w czasie [dwustronnych, red.] rozmów. W tej sprawie i Mińsk odpowiedział niewielkim gestem - kilku dziennikarzy Biełsatu dostało akredytacje na krótki okres”.


Pisząc o gestach Mińska, Szrajbman przypomina, że Uładzimir Makiej zawiózł do Warszawy „informacje z białoruskich archiwów, związane z losami Polaków”, oceniając, że „wszelkie pozytywne gesty w tej dziedzinie Polacy wezmą sobie do serca, w dobrym sensie tego słowa”. „Prawie na pewno Mińsk w czasie rozmów dał Warszawie gwarancje i w drugiej bolącej kwestii - że polska mniejszość na Białorusi nie będzie ograniczana”.


"Warszawa przekształci się z przeciwnika ustępstw ze strony UE w ich lobbystę"


W październiku do Mińska przyjedzie „wpływowy polski wicepremier Mateusz Morawiecki, odpowiedzialny za gospodarkę. Najprawdopodobniej strony będą próbowały zamienić polityczne ocieplenie w impuls dla dwustronnej współpracy handlowej”- pisze Szrajbman i dodaje, że możliwy jest także postęp w kwestii małego ruchu granicznego.


Na poziomie Brukseli Warszawa przekształci się z przeciwnika ustępstw ze strony UE w ich lobbystę - pisze pubilcysta Tut.by. I na koniec prognozuje, że przy utrzymaniu obecnego tempa relacji Warszawa może się stać kolejnym państwem, które przyjmie z wizytą prezydenta Aleksandra Łukaszenkę.


„Przy takiej chęci sąsiada do zbliżenia trzeba jednak pamiętać jedno - datę wyborów w Polsce w 2019 r. Na wszelki wypadek warto do tego czasu zdążyć jak najwięcej” - podsumowuje publicysta.

 

PAP