Obóz internowania zorganizowali i prowadzą bojownicy z organizacji Dżajsz al-Tahrir powiązanej z Wolną Armią Syryjską. Znajduje się na terenie jednej z wiosek w prowincji Idlib w północno-zachodniej Syrii. Komendant obozu Mohammad al-Ghabi powiedział BBC, że część więźniów zostanie wypuszczona do domów.

 

Jednak niektórzy będą na miejscu sądzeni zgodnie z prawem szariatu, co oznacza, że mogą być skazani na śmierć.

 

- Oni są z wielu miejsc, są to Europejczycy, Arabowie. (...) Próbowaliśmy ich zresocjalizować, odmienić stan ich umysłu. Ci, którzy chcieli wrócić do domów mogli skontaktować się ze swoimi ambasadami i poprzez nie możliwa była koordynacja dalszych działań - mówił al-Ghabi. Dodał, że część z zatrzymanych pochodzi z Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej czy Azji Środkowej.

 

Część przechwyciły służby bezpieczeństwa ich państw

 

Według Dżajsz al-Tahrir do tej pory zwolniono kilku bojowników z europejskimi paszportami. Po powrocie do domu mieli być zatrzymani przez służby bezpieczeństwa swoich państw.

 

- Ci którzy nie chcieli wracać lub popełnili poważne przestępstwa staną przed sądem działającym zgodnie z prawem szariatu. Zostaną ukarani adekwatnie do popełnionych zbrodni - tłumaczył al-Ghabi.

 

Według grupy Dżajsz al-Tahrir po tym jak w północnej części Syrii doszło do interwencji wojsk tureckich, zaobserwowano znaczny wzrost liczby dezerterów z szeregów IS.

 

PAP