Kolejny po Olgierdzie L. najsurowszy wymiar kary - 2 lata więzienia - sąd wymierzył Bartoszowi L.

 

Czterech oskarżonych skazanych zostało na kary od jednego do dwóch lat więzienia - kary te zostały jednak zostały zawieszone na okres 3 lat, a w jednym przypadku na 2 lata. Warunkowe zawieszenie kar zostało podyktowane m.in. niekaralnością podsądnych. Dwóm osobom: Łukaszowi Ł. i Magdalenie T. wymierzono kary grzywny.

 

- Wobec tych oskarżonych sąd, na wniosek prokuratury, zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary. W trakcie postępowania podjęły one współpracę z organami ścigania i ujawniły szczegóły dotyczące działalności grupy, w tym Olgierda L. - powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Lidia Jedynak.

 

Jeden z oskarżonych Zbigniew Ś. został uniewinniony, a w stosunku do Patryka W. sąd zdecydował o warunkowym umorzeniu postępowania.

 

Prokurator: kara łączna dla Olgierda L. - zbyt niska

 

- Konieczne jest pisemne uzasadnienie wyroku. Wtedy dopiero zdecydujemy o ewentualnym złożeniu apelacji. W mojej wstępnej ocenie kara łączna dla Olgierda L. jest zbyt niska - powiedział dziennikarzom prokurator Przemysław Strzelecki.

 

W mowie końcowej prokurator żądał dla oskarżonych kar od 2,5 roku do 8 lat więzienia.

 

- Dwa lata z tej kary dla Olgierda L. jest już odbyte w ramach tymczasowego aresztu. Dopiero po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem obrona jest w ogóle stanie podjąć jakąkolwiek decyzję, czy są podstawy do apelacji. Sprawa jest obszerna i wielowątkowa - mówił dziennikarzom obrońca głównego oskarżonego, Maciej Markowski.

 

Oskarżeni, w tym dwie kobiety, to mieszkańcy Gdańska w wieku od 22 do 69 lat.

 

Według prokuratury, grupa działała od marca 2012 r. do stycznia 2013 r. Wynajmowała na terenie Gdańska, Gdyni i Malborka mieszkania, w których pracowało około 20 prostytutek. Prostytucję w tzw. "domówkach" uprawiano też na terenie Niemiec i Szwajcarii. Kobiety dostawały część zarobionych przez siebie pieniędzy, część trafiała do grupy. Pobierała ona też haracze od innych prostytutek.

 

Śledczy: zarobili co najmniej 155 tys. zł

 

Jak ustalili śledczy, szefem gangu był 39-letni Olgierd L. To on rozdzielał zadania, a także pieniądze zarobione na prostytutkach. Wysokość wypłat uzależniona była od wagi zadań, jakie wykonywali poszczególni członkowie grupy. Prokuratorzy obliczyli, że w sumie w czasie swojej działalności przestępcy zarobili co najmniej 155 tys. zł. Sąd jednak uznał, że ta kwota została przez śledczych zawyżona.

 

W grupie byli mężczyźni, którzy zbierali "utarg", nadzorowali, a czasem zastraszali prostytutki. Była też osoba odpowiedzialna za reklamę: robienie zdjęć kobietom i umieszczanie w internecie ogłoszeń.

 

Jedna z członkiń gangu pełniła rolę "telefonistki" i "rachmistrza" grupy. Do jej zadań należało odbieranie połączeń telefonicznych i umawianie na spotkania z prostytutkami mężczyzn, telefonujących na numery wskazane w treści ogłoszeń erotycznych. W praktyce dawało to możliwość kontroli liczby klientów, a w konsekwencji możliwośćścisłego analizowania przychodów prostytutek i egzekwowania od nich określonych sum pieniędzy.

 

Z ustaleń prokuratury wynika, że Olgierd L. miał też korzystać z pieniędzy zarobionych na prostytucji także wtedy, gdy przebywał w areszcie, do którego trafił w listopadzie 2012 r. za udział w pobiciu. Podwładni L. przekazywali mu jego udziały wpłacając je na konto w Areszcie Śledczym w Gdańsku.

 

Za zmuszanie do prostytucji Kodeks karny przewiduje karę do 10 lat więzienia. Nielegalne jest także czerpanie korzyści z nierządu - kto nakłania inną osobę do uprawiania prostytucji lub jej to ułatwia, podlega karze do 3 lat więzienia. Samo uprawianie prostytucji nie jest nielegalne.

 

PAP