Grozi im do 10 lat pozbawienia wolności. Na sali sądowej w czasie pierwszej rozprawy oskarżona Małgorzata S. była nieobecna; musiała bowiem zająć się dziećmi (oskarżeni są z Bydgoszczy). W czasie śledztwa nie przyznała się, podobnie jak jej mąż, do zarzucanych czynów.

 

Rzeszowska prokuratura oskarżyła małżonków o próbę doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem ponad 3,8 tys. rolników z całego kraju oraz działanie na szkodę jednej z rzeszowskich spółek na kwotę ponad 50 tys. zł. W rezultacie Małgorzata i Jakub S. oszukali ośmiu rolników na kwotę niespełna dwóch tys. zł.

 

Wykorzystali logo łudząco podobne do znaku ARiMR

 

W myśl aktu oskarżenia małżonkowie S. działając w z góry powziętym zamiarze, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej założyli w Warszawie spółkę, której znak graficzny był łudząco podobny do logo Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

 

Następnie, po uzyskaniu z internetu elektronicznej bazy danych rolników, zlecili jednej z rzeszowskich firm, zajmujących się m.in. obsługą korespondencji masowej, wysłanie do ponad 19 tys. rolników korespondencji zawierającej informacje o konieczności zapłaty 246 złotych. Był to warunek otrzymania prawidłowego wniosku o przyznanie dopłaty bezpośredniej do użytkowanej ziemi.

 

Ponadto - jak informowała w czasie skierowania aktu oskarżenia do sądu rzeczniczka rzeszowskiej prokuratury okręgowej Ewa Romankiewicz - oskarżeni wprowadzili rzeszowską firmę w błąd, że mają uprawnienia do zajmowania się sprawami związanymi z przyjmowaniem od rolników wniosków o dopłaty bezpośrednie. Ponadto oskarżeni nie mieli ani zamiaru ani możliwości finansowych, aby zapłacić firmie za zlecenie.

 

Korespondencja miała trafić do ponad 19 tys. osób

 

Jednak zamierzonego celu nie udało się osiągnąć, bowiem korespondencja mailowa trafiła nie do ponad 19 tys., ale do ponad 3,8 tys. rolników. Według oskarżenia, powodem była nieaktualna baza adresowa.

 

- Ponadto, na załączonych do informacji poleceniach przelewu, podany został nie w pełni czytelny numer rachunku bankowego odbiorcy, uniemożliwiający przyjęcie przelewu do realizacji - informowała wówczas Romankiewicz.

 

Dodała, że prawidłowo numer rachunku odczytało tylko ośmiu rolników, którzy uiścili żądaną kwotę, sądząc, że listy pochodziły od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

 

"Agencja reklamy, marketingu i rozwoju"

 

Na wtorkowej rozprawie Jakub S. podtrzymał wyjaśnienia składane w czasie śledztwa, które sąd odczytał. Mężczyzna utrzymywał, że nie chciał nikogo oszukać, a założona przez niego spółka o nazwie "ARMiR" to agencja reklamy, marketingu i rozwoju, i miała zajmować się doradztwem dla gospodarstw wiejskich w sprawie starania się o dotacje unijne.

 

Dopytywany na sali sądowej przez obronę o doświadczenie w staraniu się o dotacje unijne wyjaśnił, że wcześniej pomagał teściowi, który prowadzi hotel na terenach wiejskich, w wypełnianiu wniosków o przyznanie dotacji. Z kolei pytany przez sąd o kolor logo jego firmy, Jakub S. powiedział, że lubi kolor zielony.

 

Głównym oskarżonym jest Jakub S., a jego żona Małgorzata miała mu - zdaniem prokuratury - pomagać w całym procederze. To ona m.in. założyła w banku w Bydgoszczy rachunek dla założonej wspólnie z mężem spółki oraz przekazała Jakubowi S. zarejestrowany na siebie telefon komórkowy, wiedząc do czego konto, telefon i szyld firmy zostaną wykorzystane.

 

Tymczasem na pierwszej rozprawie Jakub S. utrzymywał, że żona o niczym nie wiedziała, że to on sam wszystko wymyślił.

 

PAP